Protetyka: design dotarł i tutaj

Przez ostatnie kilkadziesiąt lat branża ortotyczno-protetyczna miała ręce pełne pracy. Od masywnych, drewnianych lejów protezowych po cienkościenne wydruki 3d, od 10-cio kilogramowych aparatów szynowo-opaskowych po zgrabne ortezy KAFO z prepregu, ważące mniej niż 1kg. Skupienie się na funkcjonalności sprzętu ortopedycznego i wygodzie użytkowników przyniosło swoje rezultaty: pacjenci mają szeroki wybór pod kątem komfortu, poziomu aktywności oraz dopasowania zaopatrzenia ze względu na rodzaj i zaawansowanie schorzenia. Co jednak z aspektami wizualnymi? Czy branża O&P skupia się na wyglądzie produkowanego sprzętu? 

Proteza kończyny górnej zaprojektowana przez Oliwię Otrębę do konkursu firmy Glaze Prosthetics [2018r.]

Jeszcze kilka lat temu odpowiedź brzmiałaby ‘zdecydowanie nie’. Działka ortotyczno-protetyczna przeżywa jednak w tym momencie rozkwit w dziedzinie designu, estetycznych rozwiązań i personalizacji pod kątem klienta. Właśnie dlatego w naszej branży pojawiła się Oliwia Otręba, która jest absolwentką kierunku wzornictwo na ASP w Katowicach. Zajmuje się projektowaniem CAD w protetyce, m.in. lejów protez kończyn dolnych oraz wykonywaniem indywidualnych projektów dla pacjentów. W swoim portfolio ma wiele różnorodnych projektów. Od koncepcji zdobień porcelany, które zostały wyróżnione w konkursie organizowanym przez Porcelanę Bogucice, przez zabawkę sensoryczną dla dzieci aż do projektu z branży protetyki, który został zaprezentowany na największych targach druku 3D w Polsce – “Dni Druku 3D” w Kielcach w 2019 roku. 

➔ Skąd studentka ASP znalazła się w tej branży? 

➔ Czy jest przyszłość w personalizacji sprzętu ortopedycznego pod kątem estetycznym? 

➔ I kto najwięcej na tym skorzysta? 

W poniższym wywiadzie znajdziecie inspirujące wskazówki dla projektantów chcących spróbować swoich sił w tej dziedzinie oraz praktyczne informacje dla pacjentów szukających nowych rozwiązań.

Powiedz nam proszę skąd studentka wzornictwa/projektantka znalazła się w tak przyziemnej branży? Jakie były Twoje początki?

Wszystko zaczęło się od przygotowania projektu na konkurs, w ramach zajęć w Pracowni Projektowania Produktu na drugim roku studiów. Zadanie polegało na zaprojektowaniu atrakcyjnej (pod względem wizualnym i funkcjonalnym) protezy przedramienia. Moją pracę konkursową zobaczył Rafał Pierzchalski z Proteo. Skontaktował się ze mną i tak rozpoczęliśmy współpracę. Odbyłam wakacyjne praktyki w firmie Rafała w Łodzi, gdzie uczyłam się wszystkiego od podstaw. Było to dla mnie nowe, bardzo ciekawe doświadczenie, które dało mi wiele korzyści w dalszym rozwoju. Moja współpraca z Proteo w dalszym ciągu coraz bardziej się rozwija. Zachęcam wszystkich młodych projektantów do brania udziału w konkursach i też do pokazywania swoich prac, zamiast chowania ich w szufladach czy na dyskach. Nie trzeba wygrać konkursu, samo uczestnictwo potrafi otworzyć wiele drzwi. Tak samo jak w przypadku praktyk i stażów, z których można bardzo wiele wyciągnąć i zdobyć praktyczne doświadczenie.

Cover protezy kończyny dolnej w wykonaniu Oliwii Otręby dla firmy Proteo

To prawda i świetnie wygląda w CV! A co robisz na co dzień w swojej pracy?

Tworzę projekty, które nie tylko umożliwiają powrót do sprawności i samodzielności osobie po amputacji, ale także sprawiają, że pacjenci czują się lepiej pod względem psychicznym w swoich protezach. W mojej pracy staram się przede wszystkim kierować empatią i potrzebami użytkownika. To wszystko jest możliwe dzięki personalizacji protez, którą zapewnia technologia druku 3D. 

Jak myślisz, czy osoby, którym zależy na wizualnym aspekcie swojej protezy to tylko wąska garstka użytkowników? Czy może w dalszym ciągu pacjenci chcą raczej ukryć swoją amputację niż pochwalić się protezą?

Każdy pacjent jest inny, jednak myślę, że większości zależy na tym, aby dobrze czuć się w swojej protezie. Jest to powiązane z kontekstem kulturowym – w kulturze konsumpcyjnej zawarty jest wzorzec ideału młodości i piękna, w który ciężko wpasować się osobom po amputacjach. Aspekt wizualny protezy na pewno pomaga w lepszym komforcie psychicznym. Sądzę, że pacjentów można podzielić na dwie grupy – jeśli chodzi o wizualny aspekt protezy. Pierwsza – osoby, które chcą, aby proteza w maksymalnym stopniu była odwzorowaniem zdrowej kończyny. Należą do niej osoby, jak wspomniałaś – które raczej chcą ukryć swoją amputację. Oraz druga grupa, gdzie pacjenci chcą “poszaleć” i mieć wyjątkową, przyciągającą wzrok protezę. 

I podejrzewam ta druga grupa rośnie z każdym rokiem. A o jaką personalizację proszą zazwyczaj pacjenci?

W większości jest to jeszcze odwzorowanie zdrowej kończyny. Są też pacjenci, którzy chcą mieć na protezie swoje ulubione symbole związane np. z drużynami sportowymi, serialami. Są to wzory miejscowe, które występują np. tylko z przodu albo z tyłu protezy. Zdarzają się też projekty pokrywające całą powierzchnię nakładek kosmetycznych. 

Czy są jakieś powtarzające się zapytania pacjentów, których nie można wykonać stosując metodę druku 3D?

Nie kojarzę, żeby było coś, czego nie byliśmy w stanie wykonać. Jednak bazujemy  nie tylko na samym druku 3D. Jeśli pacjent chce jakieś ekstra wykończenie – brokatowe czy metaliczne to trzeba polakierować wydruk. W przypadku protez, produkt wyciągnięty prosto z drukarki jeszcze nie daje szerokich możliwości wykończenia powierzchni. Idealny będzie moment, w którym od razu z drukarki 3D wychodzi pożądany efekt. 

“…w kulturze konsumpcyjnej zawarty jest wzorzec ideału młodości i piękna, w który ciężko wpasować się osobom po amputacjach. Aspekt wizualny protezy na pewno pomaga w lepszym komforcie psychicznym.”

Tego nie może doczekać się nie tylko nasza branża, ale cały świat! : ) A czy Twoi znajomi ze studiów dziwią się, gdy mówisz czym się zajmujesz? A może część osób również odnalazła się w medycznej działce?

Nie tylko znajomi ze studiów, raczej wszyscy, którym mówię czym się zajmuję. Mało osób kojarzy wzornictwo z działką medyczną. W ogóle mam wrażenie, że mało osób wie, czym jest wzornictwo. Pamiętam jak w liceum (ukierunkowanym pod kątem przedmiotów ścisłych) rozmawialiśmy ze znajomymi na temat przyszłych studiów. Kiedy powiedziałam, że chcę iść na wzornictwo, to koleżanka zapytała czy po tym kierunku będę robić wzorki na różne przedmioty. Zdecydowanie wzornictwo to szersza dziedzina niż same wzorki ; ) Wracając do pytania – znam kilka osób po wzornictwie, które projektują sprzęty medyczne. Dla mnie jest to ciekawa dziedzina, ponieważ zawsze chciałam tworzyć coś, co jest niezbędne dla człowieka, co znacznie wpływa na poprawę jakości życia. Projektowanie urządzeń zapewniających możliwość samodzielnego funkcjonowania osobom po amputacji daje dużą satysfakcję. Nigdy nie zapomnę tego uczucia, które towarzyszyło mi w momencie, gdy zobaczyłam, że coś, co stworzyłam faktycznie pomaga pacjentowi w codziennym życiu. 

Na co dzień zajmuję się ortotyką i mogę tylko powiedzieć, że w pełni podpisuję się pod tym, co właśnie powiedziałaś. To wspaniałe uczucie. Serdecznie dziękuję za rozmowę i mam nadzieję, że nasza branża coraz częściej i chętniej będzie stawiać na wizualny aspekt protez i ortez.

O autorze:

Oliwia Otręba – absolwentka wzornictwa na  ASP w Katowicach. Dyplom licencjacki zrealizowała w Pracowni Projektowania Produktu. Tematem projektu było “Stanowisko wspomagające skan 3D w protetyce kończyn dolnych”. Współpracuje z firmą PROTEO, tworząc spersonalizowane projekty protez kończyn dolnych. Zainteresowana projektowaniem skoncentrowanym na środowisku i planecie.

Dopasowanie lejów protezowych przyszłością protetyki

Leje protezowe w protezach kończyn bez wątpienia wymagają szczególnego dopasowania. To właśnie ten element protezy ma bezpośredni kontakt ze skórą nawet przez 15 godzin dziennie! Nic dziwnego więc, że na rynku pojawiają się ulepszone metody pomiarów kikuta oraz modelowania kształtu leja, czy też nowe materiały do ich produkcji. 

Nieco więcej o tym bardzo ważnym elemencie protezy opowie nam Rafał Pierzchalski, CEO oraz współzałożyciel firmy Proteo, która leje protezowe kończyn dolnych wytwarza wykorzystując… druk 3D. Czy taki sposób się sprawdza? Jakie inne materiały są popularne w produkcji lejów protezowych w Polsce i na świecie? I na jakie nowe technologie mogą w najbliższym czasie liczyć pacjenci?

Lej protezowy firmy Proteo wykonany w technologii druku 3D metodą SLS we współpracy z firmą New Era Materials

Druk 3D coraz prężniej wkracza do branży ortotyczno-protetycznej i zdecydowanie zostanie w niej na stałe. Wasz pomysł pojawił się jednak w Polsce jako jeden z pierwszych. Jak zaczął się ten projekt?

Faktycznie, pod koniec 2017 roku byliśmy pierwszą firmą w Polsce i jedną z pierwszych na świecie, która całkowicie zrezygnowała z pracy z gipsem na rzecz technologii addytywnych, czyli mówiąc bardziej potocznie druku 3D. Pomysł na projekt zrodził się jednak dużo wcześniej. W 2014 roku zacząłem swoją pracę w branży protez kończyn dolnych i jako świeżo upieczony inżynier spodziewałem się wejścia w cudowny świat nowoczesnych technologii, które pomagają człowiekowi w jego życiu codziennym. Zderzenie z protetyką było bolesne – gipsownia, wszechobecny zapach żywicy, warsztat przypominający bardziej ten, który widywałem u mojego dziadka na działce. Pomyślałem, że może tylko Polska jest do tyłu z nowościami, ale okazało się, że większość protetycznego świata tak wygląda. Od pierwszego dnia pracy w tej dość skostniałej branży narodziła się u mnie myśl, że trzeba to zmienić, unowocześnić, wiedziałem jednak, że potrzebuje zdobyć ogrom doświadczenia i od podszewki poznać „starą szkołę” protetyki. Jeśli chce się coś naprawić, trzeba wiedzieć z czego jest zbudowane. Kiedy opowiadałem innym osobom z branży o swoim pomyśle to zazwyczaj słyszałem coś w stylu „to się nie uda”, „gdyby to miało działać to już dawno ktoś by to zrobił” etc., to dawało mi jeszcze większego kopniaka do pracy. W kolejnych latach, oprócz codziennej pracy i wyjazdów na szkolenia, zaczytywałem się w publikacjach naukowych dotyczących technologii tworzenia lejów protezowych. Udało mi się również kupić skaner 3D oraz odkurzyłem swoje umiejętności pracy w środowisku CAD (projektowanie wspomagane komputerowo). Pomimo, że jestem indywidualistą i zazwyczaj idę pod prąd, to pewnie miłość do piłki nożnej utwierdziła mnie w przekonaniu, że wielkie rzeczy osiąga się tylko w zespole. W 2017 roku poznałem Maćka (Maciej Stoczkiewicz – współzałożyciel Proteo), z którym od początku zaczęliśmy nadawać na tych samych falach i zdecydowaliśmy się działać wspólnie. Dzięki pracy zespołowej wszystko nabrało szalonego tempa, nie minęło kilka miesięcy, a mieliśmy już swoją siedzibę, uzyskaliśmy finansowanie w formie unijnej pożyczki na zakup wyposażenia oraz podpisaliśmy umowę z Narodowym Funduszem Zdrowia. Najważniejsze dla nas było jednak udowodnienie, że obecność nowoczesnych technologii w protetyce kończyn dolnych ma sens i możemy jeszcze efektywniej pomagać osobom niepełnosprawnym. Tak to funkcjonuje do dzisiaj i nie wyobrażam sobie, że mógłbym robić coś innego.

Niestety, to prawda, że branża O&P jest nieco zastała, a więc każda taka inicjatywa cieszy podwójnie! Wracając do tematu: wiemy, że lej protezowy musi być idealnie dopasowany – jeśli jest za luźny, będzie destabilizował pacjenta podczas chodu, a nawet może się zsuwać. Za ciasny lej spowoduje bolesne otarcia i rany. Niewątpliwie więc do produkcji potrzebne jest dokładne odzwierciedlenie kikuta, jak pobiera się taką miarę?

Tutaj przechodzimy do największego wyzwania jakie stoi przed naszą branżą – lej protezowy i wszystko co z nim związane. Niestety, fizjologia człowieka i aktualny stan techniki nie pozwala na stworzenie tego jednego idealnego leja protezowego, takiego, który będzie zawsze wygodny, komfortowy i w pełni funkcjonalny. Kikut osoby po amputacji podlega ciągłym procesom, które zmieniają jego kształt, objętość oraz strukturę. Nawet w przeciągu jednej doby dochodzi do zmian obwodowych kikuta, które mają wpływ na komfort użytkowania protezy. Jeśli dołożymy do tego częste problemy zdrowotne pacjentów to sprawa robi się jeszcze bardziej złożona. Dlatego bardzo ważne jest aby edukować pacjentów i wytłumaczyć, że zmiany kikuta będą im towarzyszyć w mniejszym lub większym stopniu do końca życia, co będzie się również wiązać z wymianami leja protezowego. Zadaniem protetyka, czy też inżyniera medycznego jest stworzenie najbardziej odpowiedniego i optymalnego na dany moment leja protezowego. Co więcej, jeśli bazowalibyśmy tylko na dokładnym odwzorowaniu kikuta, a nie wzięlibyśmy pod uwagę pewnych punktów anatomicznych oraz biomechaniki kikuta to lej protezowy wciąż nie spełniałby swojej funkcji. Nikt na co dzień nie zaprząta sobie głowy czym jest i gdzie się znajduje guz kulszowy, więzadło rzepki czy krętarz większy, a to m.in. te miejsca odgrywają dużą rolę w projektowaniu leja protezowego. Proces przeniesienia kształtu kikuta na ekran komputera odbywa się za pomocą skanera 3D i trwa około 60 sekund. W dużym skrócie pacjent jest w pozycji stojącej w barierkach asekuracyjnych, a protetyk obchodzi go dookoła zbierając skanerem odpowiednie dane. Skan 3D jest metodą prostą, przyjemną oraz bezdotykową, a wirtualny model kikuta przesyłany jest mailowo, gdzie po kilku sekundach możliwa jest jego dalsza obróbka w świecie cyfrowym.

To musi być ogromna zmiana na plus dla pacjentów, którzy są zaprotezowani od lat. Pokolenie naszych dziadków, a nawet rodziców dokładnie pamięta jeszcze drewniane leje protezowe. Co zmieniło się w ciągu kilku ostatnich lat? Jakie materiały
i technologie są obecnie stosowane?

Muszę przyznać, że pomimo mojego zamiłowania do nowoczesnych technologii, idealnie gładki, pokryty lakierem, drewniany lej protezowy jednej z moich pacjentek jest u mnie wciąż na bardzo wysokim miejscu w kategorii najładniejsze protezy jakie widziałem w życiu. Aktualnie, w konwencjonalnym wydaniu protetyki kończyn dolnych wciąż królują laminaty z żywicy akrylowej (rzadziej epoksydowej) oraz włókno węglowe, także tych zmian za bardzo się nie obserwuje. Sporo firm wykorzystuje również materiały elastyczne typu poliuretan do tworzenia miękkiego wewnętrznego leja protezowego. Aby uzyskać element finalny z każdego z wyżej wymienionych materiałów należy najpierw przejść wiele procesów technologicznych, które bywają skomplikowane, jak również nie są obojętne dla zdrowia osoby wykonującej taki lej protezowy. W przypadku leja testowego, przymierzanego przez pacjenta w pierwszym etapie rehabilitacji jeszcze w Poradni, zarówno technologia klasyczna, jak i druk 3D oferują podobne rozwiązania materiałowe i są to zazwyczaj odpowiedniki dobrze wszystkim znanego materiału PET lub PET-G. Lej protezowy ostateczny w technologii addytywnej powstaje na najbardziej zaawansowanych drukarkach 3D, w których głowica np. przy użyciu wiązki lasera spieka materiał, który wejściowo jest w formie proszku, tworząc warstwa po warstwie model finalny. Drukarki te przypominają bardziej maszyny przemysłowe i mocno odbiegają od klasycznego obrazu drukarki 3D jaki kojarzymy z mediów. Technologia ta zapewnia odpowiednie właściwości mechaniczne, więc taki lej z powodzeniem może być wykorzystywany w każdej codziennej aktywności. Do produkcji leja ostatecznego używany jest Poliamid-12 (PA12) i jest to materiał certyfikowany pod kątem użycia w wyrobach medycznych. Jedną z wielu zalet wykorzystania nowych technologii i materiałów jest fakt, że proces produkcyjny jest dla protetyka praktycznie bezobsługowy. Tak ważny dla każdego czas, może być teraz wykorzystywany dużo efektywniej. W jednym momencie możemy przeprowadzać np. skan 3D, obok może drukować się lej testowy i w tym samym czasie na bardziej zaawansowanej maszynie będzie tworzyć się lej ostateczny. Do tej pory było to niemożliwe, a teraz jest to dla nas codzienność. Co więcej, nie ma żadnego problemu żeby produkcja leja odbywała się przez noc lub w czasie weekendu.

Druk 3D umożliwia personalizację leja protezowego (współpraca firmy Proteo i New Era Materials)

No właśnie, dużo mówi się o tym, że branża O&P dynamicznie się rozwija. Jakie nowości i tendencje możemy zauważyć w protetyce?

Kiedy zaglądam do social mediów, na facebooka czy linkedin wydaje mi się, że naprawdę dużo dzieje się w branży protez kończyn dolnych, jednak jest to tylko mylne złudzenie. Faktycznie, coraz więcej firm korzysta z druku 3D, czy możliwości jakie daje skan 3D, ale bardzo często ogranicza się to tylko do jednorazowych projektów, które potem nie mają przełożenia na dalsze działania. Obecnie na palcach jednej ręki można policzyć miejsca, gdzie nowoczesne metody wytwarzania zostały w pełni wdrożone i korzysta się z nich na co dzień, dając każdemu pacjentowi dostęp do innowacyjnych technologii. W Stanach Zjednoczonych mamy ekipę Additive America z Brentem Wrightem na czele, który wdrożył druk 3D zarówno w ortotyce jak i protetyce, a w Europie jest hiszpański UNYQ oraz bułgarski ProsFit. Mam cichą nadzieje, że tych miejsc jest więcej, tylko po prostu nie są aż tak widoczne w internecie. Kilka firm skupiło się też na wykorzystaniu druku 3D przy tworzeniu elementów protezy odpowiadających tylko i wyłącznie za aspekt wizualny, czyli tzw. pokryć kosmetycznych (coverów protezowych). Nie mają one żadnego wpływu na funkcjonalność protezy, więc jeśli pacjent będzie miał niedopasowany lej protezowy to nawet mając najbardziej efektowny cover, proteza nie będzie używana lub będzie używana rzadziej, a przecież nie o to chodzi. Jeśli mówimy zaś o dużych graczach na rynku takich jak Ossur, Ottobock czy Blatchford to można zaobserwować rozwój technologiczny głównie w seryjnych komponentach tj. sztuczne stawy kolanowe, stopy protezowy czy linery silikonowe. W tym obszarze mamy mnogość rozwiązań, od stawów kolanowych sterowanych mikroprocesorowo po możliwość samodzielnej zmiany stopy protezowej z takiej do codziennego użytkowania na stopę do uprawiania sportu. Powiedziałem na początku rozmowy, że branża jest dość skostniała, ale nie można zapomnieć o kilku miejscach na naszym rodzimym podwórku, które zdecydowanie zasługują na uwagę. W kwestii wykorzystania technologii druku 3D warto wspomnieć o firmie Glaze Prosthetics, oprócz tego cały czas obserwuje rozwój vBionic oraz Aether Biomedical. Każda z tych firm działa na polu protez kończyn górnych, ale wiem od Grzegorza (Glaze Prosthetics), że mają w planach kolejne ambitne projekty. Jeśli chodzi o Proteo to aktualnie skupiamy się na ciągłym ulepszaniu swojego rozwiązania. Pacjent ma też oczywiście możliwość całkowitej personalizacji swojego leja protezowego od wyboru koloru po umieszczenie na nim wzoru z herbem swojego ulubionego klubu sportowego, ale tak jak wspomniałem wcześniej jest to tylko aspekt wizualny. Mamy również w planach projekt z placówką naukową, który mocno rozszerza nasz aktualny sposób tworzenia leja protezowego i wprowadza wiele udogodnień dla pacjenta, jednak jest jeszcze za wcześnie by mówić o jakichkolwiek szczegółach. Osobiście marzy mi się stworzenie protetycznej Tesli i z całych sił będziemy z Maćkiem do tego dążyć.

Co oznacza to dla pacjenta? Czy jest to ekscytujący czas również dla użytkowników protez?

Nie ma wątpliwości, że pacjenci będą największymi wygranymi kolejnych kroków milowych w protetyce, ponieważ to właśnie dla nich tworzymy innowacyjne rozwiązania. Przewrotnie napiszę jednak, że rozwój protetyki powinien być przede wszystkim ekscytujący dla nas, dla osób, które o ten rozwój dbają i które są za to odpowiedzialne. Wydaje mi się, że dla pacjenta najbardziej ekscytującym momentem będzie moment kiedy „zapomni”, że w ogóle używa protezy. Najważniejsze jest żeby osoba po amputacji wróciła do normalnego funkcjonowania, do swoich pasji i mogła się w pełni cieszyć życiem. Oczywiście oprócz protezy niezbędny będzie zawsze odpowiedni proces reedukacji chodu, bo tak naprawdę, dla pacjenta, proteza jest tylko urządzeniem, które rozpoczyna kluczowy etap rehabilitacji i daje możliwość powrotu do pełnej samodzielności. 

To prawda. Miejmy nadzieję, że więcej osób i miejsc zechce wykorzystywać nowoczesne technologie do produkcji protez, dzięki czemu za kilka lat część rozwiązań będzie tylko wspomnieniem. Dziękuję za rozmowę. 

O autorze:

Rafał Pierzchalski (32 l.) – CEO oraz współzałożyciel innowacyjnej firmy PROTEO, która wykorzystuje druk 3D, skan 3D oraz projektowanie wspomagane komputerowo do produkcji leja protezowego. Absolwent Wydziału Mechanicznego Politechniki Łódzkiej. Przez 4 lata pełnił funkcję kierownika działu protez w Wojewódzkiej Poradni Rehabilitacji i Zaopatrzenia Ortopedycznego w Łodzi. Opiekun licznych praktyk studenckich oraz opiekun naukowy prac dyplomowych z zakresu protetyki kończyn dolnych. Współzałożyciel sekcji Widzew Łódź Amp Futbol.

Bespoke footwear at its best

[kliknij tu by przeczytać w języku polskim]

Bespoke shoemaking is a demanding profession, requires incredible precision and good aesthetics. It’s also extremely hard work. Unfortunately, the number of specialists in this field, unlike for demand, is decreasing; not only in Poland, but worldwide. Bespoke shoes users may be disappointed and frustrated, as it is not easy to find an experienced technician. Believe me though, neither it is to become one. It requires a lot knowledge to design a pair of shoes, which are comfortable, well fitted and with adequate correction applied, not to mention their aesthetic qualities.

And here comes someone who brings hope in a broadly defined bespoke shoemaking industry. Meet George Lawrence from Buchanan Orthotics in Glasgow, an expert in prosthetics, orthotics and bespoke shoemaking. George has had, probably completely unconsciously, a tremendous influence on the name of this blog! We had met at the BAPO conference in 2019 and although I remember our conversation quite well, there was something else what really stuck in my mind. George was very polite, but also constantly correcting me when I was saying orthopedic shoes instead of bespoke (pol. robione na miarę). What an attitude, full of respect and passion.

Since then I really wanted to share George’s work as an inspiration here in Poland. The aim of this article is not to point out anyone’s skills though, but to show a general problem here and elsewhere. In order to be able to make a comparison, here is a random google search of corrective shoes for adults:

Patient no. 1:

Gentleman in his mid forties with all toes amputated except from big toe with a silicone prosthesis and bespoke footwear. The shoe had a slight rocker sole as the Silicone Prosthesis has a Carbon plate from the heel to the met heads which stiffened it slightly and the rocker helped the patient whilst walking. 

The second picture shows patient’s bespoke footwear, classy and extremely smart model, Oxford Brogue.

Patient no. 2

Lady in her mid sixties with leg length discrepancy on the right and bilateral moulded insoles. The raise was 40mm at heel, 25mm MTB and 10mm at toe.

If you have ever seen limb length discrepancy footwear, then you are surely in love with this pair, just like myself. For those who haven’t: usually a raise is attached to the bottom of the sole, which looks like a massive platform wedge. Heel raise is sometimes divided and a part of it is hidden inside of the shoe in order to minimise the visible sole height. Unfortunately, materials used are often very heavy, which causes patients to lift one of the legs with additional weight while walking. There are a few solutions to this problem and luckily, they are used more and more often now.

This pair of boots though? This is an absolute masterpiece and definitely a dream for people with leg length discrepancy.

Patient no. 3

Lady in her seventies with drop foot on right. Supplied with carbon fibre AFO with dorsiflex hinge on lateral side and bespoke boots. 

Finding a pair of boots which you can slide an AFO easily into with additional space for the ankle joint may be a challenge. Additionally laces were used for increased adjustability so that shoes can be tightened for stability or loosened in case of swelling over the day.

Patient no. 4

As George said, there’s nothing special about these apart from bilateral moulded insoles. Patient wasn’t happy with colour to begin with so he stripped them back then re-dyed with a patina finish. 

What most patients would probably agree with is that’s quite exceptional to have their shoes re-dyed because of colour preferences. Not with demanding, time consuming orthopedic… or rather bespoke footwear for sure. ;))

Those are a Derby facing but a Gibson style due to the stitching across the toe cap.

Patient no. 5

Not footwear, but a different example of leather goods. A patient in his late twenties who lost his leg in a cycling accident. He asked George for something a bit different. Here’s a leather prosthetic cover, inspired by Quentin Tarantino’s film, Reservoir Dogs: 

This example shows that genuine leather is not only a perfect material for classy, smart-looking products, but can also be a great alternative for truly cool crafts. Do you like it?

We believe that patients who have come across this article will not only understand bespoke shoemakers a bit more, but will also regain hope that bespoke footwear can be comfortable and stylish at the same time. And for all specialists reading : we are waiting for your star leather beauties and hope that you will treat this article as an inspiration or a little challenge! This is especially addressed to the younger part of this difficult, but such a grateful profession. 

Author of the article: Małgorzata Serafin

About the specialist:

George is a Senior Technician specialising in Prosthetics, Orthotics and Bespoke Shoemaking. Currently he works with Buchanan Orthotics as a Quality Development Specialist. George started his varied career over twenty-five years ago at Stracathro Hospital as a shoemaker-fitter. Following from this he became an Orthotic Technician at Dundee Royal Infirmary NHS Tayside. George also worked at the NCTPO, University of Strathclyde. Subsequent to this he worked at Perth Royal Infirmary, NHS Tayside as a Senior Lead Orthotic Technician.

Silikon kosmetyczny w protetyce

Słyszałam kiedyś historię takiego chłopca, który w dzieciństwie bał się sąsiada z protezą kończyny górnej, mówiąc na niego “sucha łapka”. I pewnie taką przypominała: protezy kosmetyczne nie były dopasowywane dokładnie do odcienia skóry, były jednolite, bez szczegółów i zupełnie niepodobne do prawdziwych rąk. Podsumowując, dzieci miały się czego bać. Jak zmieniły się protezy kosmetyczne od tego czasu? Czy pacjenci mogą teraz mieć indywidualne projekty, odwzorowujące ich ciało? I gdzie jeszcze personalizowane wyroby silikonowe znajdują zastosowanie?

Na te i inne pytania odpowie nam Katarzyna Piechnik, ekspert w dziedzinie protetyki kończyny górnej. Jest jednym z niewielu, jeśli nie jedynym specjalistą w Polsce, który może pochwalić się zaopatrzeniem swoich pacjentów w tak zaawansowane systemy protetyczne jak Michelangelo, Bebionic czy i-limb. Kasia zdobywała swoje doświadczenie w Krakowie, a po kilku latach pracy w Polsce postanowiła spróbować swych sił w Wielkiej Brytanii, gdzie zdobyła niesamowicie rzadkie umiejętności: wytwarzania wysoce realistycznych i zindywidualizowanych pokryć silikonowych do protez oraz silikonowych uzupełnień kosmetycznych. I trzeba podkreślić niesamowicie rzadkie, gdyż poziom reprezentowany w The Silicone Centre to ściśle światowa czołówka.

Kasiu, jak to się stało, dlaczego zdecydowałaś, że chciałabyś się zająć produkcją pokryć silikonowych?

W zasadzie od pierwszego momentu, to znaczy kiedy pierwszy raz zobaczyłam realistyczne uzupełnienia silikonowe w Niemczech po prostu się zakochałam. To był początek mojej pracy z protezami. Na tamten moment nie miałam jeszcze pojęcia, że możliwe jest tak realistyczne odwzorowywanie utraconych części ciała. Jedynym znanym mi wtedy produktem były rękawice z PVC, o których trudno powiedzieć więcej niż, że są koloru ‘cielistego’. Niestety wiem jak wielu moich pacjentów posiada jeszcze takie i jest przekonanych, że to jedyne możliwe rozwiązanie. Wtedy zrozumiałam w jak niesamowity sposób takie realistyczne uzupełnienia mogą być pomocne dla osób po amputacji.

Podejrzewam, że w Wielkiej Brytanii jakość tego typu nie jest niczym zadziwiającym, a czy w Polsce można zamówić tak wysoce indywidualne protezy kosmetyczne?

Przyznam ci się szczerze że nawet w Wielkiej Brytanii pacjenci i obserwatorzy naszej pracy są pod niemałym wrażeniem tych produktów. Okazuje się bowiem, że ze względu na fakt, że są to wyroby wykonywane w 100% ręcznie (i najczęściej praca nad jednym uzupełnieniem trwa co najmniej kilka dni) to jakość znacząco się waha w zależności od producenta. Niemniej te produkty są już tu znane na rynku od wielu lat, to fakt. W Polsce ten temat jeszcze raczkuje, chociaż wiem, że na ten moment istnieje już co najmniej kilka firm oferujących takie zaopatrzenie protetyczne i ten poziom wykończenia w Polsce. Warto zapytać o to swojego protetyka.

Proteza silikonowa palca na indywidualne zamówienie [The Silicone Centre]

A jak wygląda to na polskim rynku? Czy pacjenci decydują się na nowocześniejsze materiały i rozwiązania, czy może w dalszym ciągu chętniej sięgają po rękawice kosmetyczne z PVC?

Duża część pacjentów w Polsce jest przyzwyczajona do używania zamawianych z katalogu rękawic PVC, zwłaszcza że jeszcze do niedawna istniały takowe polskiej produkcji w niskiej cenie. Niestety też w bardzo niskiej jakości. Problem z rękawicami z PVC jest taki, że dosłownie każdy możliwy barwnik, który wejdzie w kontakt z takim pokryciem trwale je barwi i niszczy – nowe jeansy farbują takie pokrycie na niebiesko, tusz z gazet, przypadkowe pomazanie długopisem. Dosłownie wszystko. Dodatkowo marnej jakości pokrycie PVC potrafi bardzo szybko niszczeć i odbarwiać się od zwykłej ekspozycji na słońce. Takie pokrycia powinny być wymieniane zwykle co około 3-6 miesięcy. Niestety polski system refundacji nie jest wystarczająco elastyczny, aby tym potrzebom sprostać. Z tego powodu zawsze bardzo łatwo było mi przedstawić moim pacjentom silikon jako alternatywę dla PVC. Jest on nieco droższym rozwiązaniem, ale znacznie bardziej długotrwałym. Z większości takich pokryć można usunąć plamy, zwłaszcza jeśli nie pozostawiło się ich na długi czas na materiale. To są dwa bardzo różne produkty, więc wybór należy do pacjentów, jednak długofalowo przy tej samej dbałości o czystość pokrycia silikon zawsze wygrywa.

Wiemy, że w Polsce często czynnikiem decydującym jest cena. Co możemy powiedzieć w tym przypadku, czy różnica cenowa jest duża? A może inaczej, czy inwestycja się opłaca, bo np. taki silikon dłużej nam posłuży?

Jeśli chodzi o produkty katalogowe, czyli takie które nie są wykonywane ręcznie i dostępne są jedynie w kilku kolorach to cena pokryć silikonowych jest zwykle wyższa kilkukrotnie w stosunku do PVC. To zależy od wielu czynników (w tym np. od wysokości amputacji). Myślę że to kwestia indywidualnej analizy dla każdego pacjenta, ale na pewno warta poświęcenia kilku minut. Produkty silikonowe przy odpowiedniej dbałości mogą służyć nawet latami (np. ok 2-3 lata w zależności od tego w jaki sposób jest użytkowane). PVC zwykle nadaje się do wymiany wcześniej niż po pół roku. No i oczywiście wiąże się z wizytą w zakładzie protetycznym, ponieważ bardzo trudno samemu takiej wymiany dokonać.

W przypadku indywidualnie wykonywanych realistycznych pokryć i uzupełnień silikonowych, z którymi właśnie teraz pracuję cena jest wyższa od produktów katalogowych, ponieważ wymaga średnio ok. 1,5-2 tygodni indywidualnej pracy technika przy tworzeniu. Z radością za to mogę powiedzieć że wytwarzamy je w prawdopodobnie najlepszej cenie w Europie, o czym świadczą nasi pacjenci odwiedzający nas osobiście nawet z Indii.

The Silicone Centre

Czyli w Europie i nawet Azji! A niełatwo mieć w dziejszym świecie coś w lepszej cenie niż Azja. 😉 Opowiedz jeszcze proszę o możliwości całkowitego spersonalizowania takiego silikonowego wyrobu, czego można się spodziewać? Czy można odtworzyć np. jakieś znamię lub pokusić się o tatuaż?

W zasadzie trudno mi pomyśleć o jakichkolwiek ograniczeniach. Włosy, pieprzyki, znamiona, piegi, tatuaże, paznokcie silikonowe lub akrylowe, które można malować… Trudno mi znaleźć detal niemożliwy do odtworzenia. Pracujemy z użyciem ogromnej ilości kolorów, zdjęć oraz bardzo dokładnych w detalach wycisków, które uwidaczniają nam w trójwymiarze nawet takie szczegóły jak linie papilarne. 

Niesamowite! Możemy spodziewać się, że najczęstszym uzupełnieniem silikonowym będzie właśnie pokrycie kosmetyczne kończyny górnej. Co z kończyną dolną? I czy na takie rozwiązania decydują się tylko osoby z amputacją, czy macie również inne zamówienia?

Faktycznie bardzo dużą część naszej pracy stanowi uzupełnianie ubytków, lub wykonywanie pokryć dla protez kończyny górnej. Ale na tym nasza praca się tylko zaczyna. Wykonujemy oczywiście również pokrycia protez kończyn dolnych – do wysokości podudzia oraz uda, ale trudno pominąć bardzo często występującą amputację w obrębie stopy. Takie protezy wykonujemy w całości z silikonu z możliwością umieszczenia w sposób niewidoczny płytki z włókna węglowego ułatwiającej przetaczanie stopy i naturalny chód dla pacjenta. 

Częstym przypadkiem, z którym się spotykamy są pokrycia dla dużych ubytków mięśniowych, najczęściej spowodowanych poważnymi wypadkami komunikacyjnymi. Najczęściej takie ubytki dotyczą kończyny dolnej – w takim przypadku wytwarzamy silikonowy ‘rękaw’ wypełniający ubytki, którego zewnętrzny kształt dokładnie odwzorowuje zdrową kończynę zapewniając symetrię i estetykę.. Sposób zakładania takiego pokrycia bardzo przypomina ubieranie butów z wysoką cholewką, ponieważ często dodajemy do nich zamek błyskawiczny lub inny sposób otwarcia ułatwiający zakładanie i zdejmowanie pokrycia. 

Trudno też byłoby mi pominąć fakt, że od niedawna oferujemy również indywidualnie wykonywane sutki dedykowane dla kobiet po mastektomii i rekonstrukcji piersi. Potrzeba ta podyktowana została faktem, że nie zawsze chirurgiczna rekonstrukcja sutków spełnia wymogi estetyczne, które są od niej oczekiwane. 

Mogę sobie tylko wyobrazić, że taka zmiana ma bezpośredni wpływ nie tylko na samopoczucie, ale nawet zdrowie psychiczne pacjenta. Czy wspominasz jakiegoś pacjenta, którego reakcja wyjątkowo zapadła Ci w pamięć?

Najbardziej chyba zapadła mi w pamięć pacjentka, która otrzymała od nas protezę palca. W tym zawodzie uważane jest to za mały ubytek, ale wiem, że dla niej znaczyło to absolutnie wszystko. Po odbiorze protezy palca jeszcze długi czas dostawaliśmy maile wypełnione zdjęciami, na których wykonywała zwykłe codzienne czynności, ale tym razem z pewnością siebie i uśmiechem na twarzy, i kompletem palców u ręki.

Trudno nawet ująć w słowach reakcje pacjentów. Myślę, że komfort psychiczny, który oferują produkty przez nas wytwarzane jest trudny do opisania. Dostajemy wiele zdjęć zwrotnych od pacjentów, których samopoczucie i pewność siebie wróciły do normy po traumie amputacji i jest to dla nas niesamowita nagroda. Wiedząc, że mieliśmy swój udział w zmianie czyjegoś życia na lepsze jest dla nas naprawdę wyjątkową gratyfikacją.

 

To musi być bardzo satysfakcjonująca część pracy! Dziękujemy pięknie za rozmowę. 

Pytania oraz komentarze można kierować bezpośrednio pod artykułem oraz pod adresem mailowym w zakładce “kontakt”.

O autorze:

Katarzyna Piechnik jest Inżynierem Biomedycznym i Technikiem Ortopedą z artystycznym zacięciem. Specjalizuje się w protetyce kończyny górnej z uwzględnieniem rozwiązań mioelektrycznych i bionicznych. Jej hobbystyczne zainteresowanie materiałami stosowanymi w ortotyce i protetyce skłania ją do szukania i nauki stosowania nowych technik i rozwiązań.

Kulisy amp futbolu w Polsce: jak amputowani stają się pełnosprawni

Mogłoby się wydawać, że utrata nogi lub ręki u młodego człowieka pełnego energii i pasji do sportu to koniec świata. I pewnie szczególnie nie pomylę się, jeśli stwierdzę, że dla niektórych tak. Obecny świat daje jednak liczne alternatywy i pozwala wrócić do normalności i optymizmu. Doskonałym przykładem jest coraz mocniej zyskujący na popularności amp futbol, czyli piłka nożna dla osób po amputacjach. 

Dyscyplinę tą może uprawiać każdy, niezależnie od wieku, kto jest po jednostronnej amputacji kończyny lub z jednostronną jej wadą. Używając terminologii podwórkowej nie działa zasada ‘gruby na bramkę’, a ‘bez ręki na bramkę’. Zawodnicy grający w polu poruszają się po boisku przy pomocy kul i jednej nogi. Zasady gry nie różnią się znacząco od standardowej odmiany piłki nożnej. Bramkarz nie może opuszczać pola karnego, a dotknięcie piłki kulą traktowane jest jako… ręka, z uwagi na jej przedłużenie. Aby wygrać mecz, trzeba strzelić o jedną bramkę więcej, czyli wszystko po staremu. 

Laik mógłby powiedzieć, że sport osób niepełnosprawnych to nuda. Nic bardziej mylnego. Amp futbol w Polsce rozwija się w tempie ekspresowym. Reprezentacja Polski jest jedną z czołowych drużyn na świecie. Jeżdżąc na takie imprezy jak Mistrzostwa Europy czy Mundial zawsze liczy się w walce o najwyższe cele. Poziom sportowy zwiększa się zauważalnie z każdym meczem, a szeroko rozbudowany sztab szkoleniowy dba o najmniejsze detale, co rusz zaskakując nowymi wariantami taktycznymi. Szybkość i dynamika gry mogłaby zdziwić niejednego eksperta piłkarskiego, a jestem skłonny zaryzykować stwierdzenie, że również zawstydzić któregoś z profesjonalnych zawodników na boisku. Aby nie być gołosłownym, chętnie odeślę do popularnego w futbolowym środowisku programu Bartka Ignacika pt. ‘Turbokozak’, w którym jeden z najlepszych polskich piłkarzy – Bartek Łastowski prezentuje swoje umiejętności w ciekawej formie. Należy pamiętać, że to tylko zalążek możliwości, jakie posiada ‘polski Messi’. Zawodnik Kuloodpornych Bielsko-Biała potrafi zrobić naprawdę sporą różnicę i to w dużej mierze dzięki niemu atrakcyjność amp futbolu w Polsce znacznie wzrosła. 

O sile reprezentacji decydują zawodnicy, którzy na co dzień występują w Amp Futbol Ekstraklasie. Ta, z roku na rok zyskuje i mimo niewielkiej liczby uczestniczących drużyn obserwowana jest przez coraz szerszą publiczność. Dzisiaj w naszej rodzimej lidze występuje pięć zespołów: Kuloodporni Bielsko Biała, Husaria Kraków, Legia Warszawa, Warta Poznań i Widzew Łódź. Rozgrywki przyjmują model turniejowy, co oznacza, że każdy z klubów organizuje jeden turniej na własnym terenie. Mimo, iż zawodnicy nie grają zawodowo, liga ma mocno profesjonalny charakter. Wszystkie mecze transmitowane są online, wyspecjalizowani sędziowie dbają, aby spotkania przebiegały w atmosferze fair play, a na trybunach można dostrzec coraz większą liczbę dopingujących kibiców. Potencjał dalej rośnie, gdyż w tym sezonie doczekamy się wielkiego klasyku, meczu Widzew Łódź – Legia Warszawa. Historia polskiej piłki niejednokrotnie pokazywała, że pojedynki te cieszyły się ogromną popularnością, a zawodnicy najczęściej fundowali przy tej okazji emocje sięgające zenitu. Dla każdego fana futbolu to taka ‘truskawka na torcie’. Cały ampfutbolowy świat liczy, że nie inaczej będzie teraz i o sporcie tym dowie się szersze grono osób. 

Dlaczego Ekstraklasa liczy tylko pięć zespołów? Przyczyn jest kilka. Zbudowanie dobrze funkcjonującej drużyny to nie lada wyczyn. I mowa tu nie tylko o projektach podpartych mocnymi fundamentami finansowymi, za którymi stoją poważne firmy. Mimo coraz wyższych umiejętności polscy piłkarze uprawiają amp futbol amatorsko. W świetle szeregu pochwał na temat aktualnego poziomu sportowego może to brzmieć paradoksalnie, tymczasem zawodnicy na grze nie zarabiają. Życie musi jednak toczyć się dalej, co zmusza ich do równoległego podejmowania pracy. Pogodzenie jej z regularnymi treningami bywa trudne, a przynajmniej zmusza do systematyczności i nierzadko dużych wyrzeczeń. Odmienna sytuacja panuje w Turcji. W kraju nad Morzem Czarnym rozgrywki doczekały się aż 28 zespołów i trzech lig. W najwyższej klasie rozgrywkowej solidny ligowiec może nawet liczyć na honorarium i być może tu należy dopatrywać się wysokiej motywacji do gry, a co za tym idzie wielu chętnych. 

Trening drużyny Widzew Łódź Amp Futbol

Kontuzje, kartki i wykluczenia powodują, że kadra zespołu powinna mieć minimum 15 osób. Nietrudno policzyć, że przy takiej ilości zespołów, zawodników w Polsce jest niespełna setka. Żyjemy w niemal czterdziestomilionowym kraju, można więc śmiało wnioskować, że potencjalnych piłkarzy jest więcej. Jedni chcieliby zagrać, ale pozostała noga jest zbyt słaba. Drudzy są wystarczająco mocni fizycznie, by spróbować, jednak nie chcą. Inni zaś nie lubią piłki nożnej np. dlatego, że jest sztucznie pompowana finansami. Ostatnia grupa najzwyczajniej wybiera inne dyscypliny tj.: bieganie, koszykówka na wózkach czy siatkówka na siedząco. 

Spory wpływ na organizację istniejącego zespołu mają aspekty psychologiczne. Mimo, iż całe otoczenie powtarza jak mantrę, że traktuje swoich zawodników jak pełnosprawnych, u części z nich fakt niepełnosprawności jest relatywnie głęboko zakorzeniony. Owszem, należy wyrazić temu pełne zrozumienie. Wielu chłopaków ma za sobą gigantyczną traumę, a wypadek czy choroba pokrzyżowały plany o normalnym życiu. Przeprowadzenie dobrego treningu wiąże się z obecnością całego zespołu. Trener ma wtedy możliwość realizować zajęcia rozwijając wszystkie elementy gry od motoryki, przez technikę, aż po zagadnienia taktyczne. Oczywiście, proza życia czasami wyklucza kogoś z jednostki treningowej przez sytuację losową, lecz dość często zdarza się, że absencja spowodowana jest błahym powodem. Trudno w takim momencie mieć pretensje. 

Organizacja treningu zespołu ampfutbolowego to nie lada wyzwanie. Zawodnicy często muszą pokonywać sporo kilometrów, dlatego kluby starają się wspierać ich w tej kwestii finansowo. Niektóre z nich wychodzą z założenia, że zaplanowanie małego obozu treningowego jest najlepszym rozwiązaniem. Spotkania odbywają się wtedy co 3-4 tygodnie, a zajęcia z bardzo dużą intensywnością trwają cały weekend. Obecność fizjoterapeuty, szczególnie w owym trybie, jest raczej w takiej drużynie czymś naturalnym. W tym miejscu zbiegają się dwie sprawy. Oprócz bezpieczeństwa stricte medycznego, jego udział wprowadza wśród piłkarzy psychologiczną nutę spokoju. Pozostając przy nomenklaturze muzycznej, miejmy nadzieję, że wraz z rozwojem dyscypliny w Polsce, sztaby szkoleniowe rozszerzą się o psychologów, jednak to na razie melodia przyszłości. 

Rok 2020 zapowiadał się dla środowiska amp futbolu nadzwyczaj szczególnie. Oprócz ciekawej edycji Amp Futbol Ekstraklasy z uznanymi klubami w roli debiutantów, Polska miała być gospodarzem finałów Ligi Mistrzów oraz Mistrzostw Europy. O ile stan pandemii przynajmniej przełożył tą pierwszą imprezę, o tyle odbycie się tej drugiej we wrześniu stoi pod wielkim znakiem zapytania. Pozostaje jednak brać przykład z potocznie nazywanych ‘monologów’ i nie poddawać się, gdyż jak mówi banał: jak nie my to kto?

O autorze:

Maciej Stoczkiewicz – absolwent fizjoterapii Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu oraz inżynierii biomedycznej Politechniki Łódzkiej. Współtwórca innowacyjnej poradni zaopatrzenia ortopedycznego Proteo, wykorzystującej w swojej pracy metody skanu 3D oraz druku 3D. Pasjonat piłki nożnej lubiący łączyć przyjemne z pożytecznym, czego efektem stało się założenie sekcji amp futbolu w Widzewie Łódź.