Protetyka: design dotarł i tutaj

Przez ostatnie kilkadziesiąt lat branża ortotyczno-protetyczna miała ręce pełne pracy. Od masywnych, drewnianych lejów protezowych po cienkościenne wydruki 3d, od 10-cio kilogramowych aparatów szynowo-opaskowych po zgrabne ortezy KAFO z prepregu, ważące mniej niż 1kg. Skupienie się na funkcjonalności sprzętu ortopedycznego i wygodzie użytkowników przyniosło swoje rezultaty: pacjenci mają szeroki wybór pod kątem komfortu, poziomu aktywności oraz dopasowania zaopatrzenia ze względu na rodzaj i zaawansowanie schorzenia. Co jednak z aspektami wizualnymi? Czy branża O&P skupia się na wyglądzie produkowanego sprzętu? 

Proteza kończyny górnej zaprojektowana przez Oliwię Otrębę do konkursu firmy Glaze Prosthetics [2018r.]

Jeszcze kilka lat temu odpowiedź brzmiałaby ‘zdecydowanie nie’. Działka ortotyczno-protetyczna przeżywa jednak w tym momencie rozkwit w dziedzinie designu, estetycznych rozwiązań i personalizacji pod kątem klienta. Właśnie dlatego w naszej branży pojawiła się Oliwia Otręba, która jest absolwentką kierunku wzornictwo na ASP w Katowicach. Zajmuje się projektowaniem CAD w protetyce, m.in. lejów protez kończyn dolnych oraz wykonywaniem indywidualnych projektów dla pacjentów. W swoim portfolio ma wiele różnorodnych projektów. Od koncepcji zdobień porcelany, które zostały wyróżnione w konkursie organizowanym przez Porcelanę Bogucice, przez zabawkę sensoryczną dla dzieci aż do projektu z branży protetyki, który został zaprezentowany na największych targach druku 3D w Polsce – “Dni Druku 3D” w Kielcach w 2019 roku. 

➔ Skąd studentka ASP znalazła się w tej branży? 

➔ Czy jest przyszłość w personalizacji sprzętu ortopedycznego pod kątem estetycznym? 

➔ I kto najwięcej na tym skorzysta? 

W poniższym wywiadzie znajdziecie inspirujące wskazówki dla projektantów chcących spróbować swoich sił w tej dziedzinie oraz praktyczne informacje dla pacjentów szukających nowych rozwiązań.

Powiedz nam proszę skąd studentka wzornictwa/projektantka znalazła się w tak przyziemnej branży? Jakie były Twoje początki?

Wszystko zaczęło się od przygotowania projektu na konkurs, w ramach zajęć w Pracowni Projektowania Produktu na drugim roku studiów. Zadanie polegało na zaprojektowaniu atrakcyjnej (pod względem wizualnym i funkcjonalnym) protezy przedramienia. Moją pracę konkursową zobaczył Rafał Pierzchalski z Proteo. Skontaktował się ze mną i tak rozpoczęliśmy współpracę. Odbyłam wakacyjne praktyki w firmie Rafała w Łodzi, gdzie uczyłam się wszystkiego od podstaw. Było to dla mnie nowe, bardzo ciekawe doświadczenie, które dało mi wiele korzyści w dalszym rozwoju. Moja współpraca z Proteo w dalszym ciągu coraz bardziej się rozwija. Zachęcam wszystkich młodych projektantów do brania udziału w konkursach i też do pokazywania swoich prac, zamiast chowania ich w szufladach czy na dyskach. Nie trzeba wygrać konkursu, samo uczestnictwo potrafi otworzyć wiele drzwi. Tak samo jak w przypadku praktyk i stażów, z których można bardzo wiele wyciągnąć i zdobyć praktyczne doświadczenie.

Cover protezy kończyny dolnej w wykonaniu Oliwii Otręby dla firmy Proteo

To prawda i świetnie wygląda w CV! A co robisz na co dzień w swojej pracy?

Tworzę projekty, które nie tylko umożliwiają powrót do sprawności i samodzielności osobie po amputacji, ale także sprawiają, że pacjenci czują się lepiej pod względem psychicznym w swoich protezach. W mojej pracy staram się przede wszystkim kierować empatią i potrzebami użytkownika. To wszystko jest możliwe dzięki personalizacji protez, którą zapewnia technologia druku 3D. 

Jak myślisz, czy osoby, którym zależy na wizualnym aspekcie swojej protezy to tylko wąska garstka użytkowników? Czy może w dalszym ciągu pacjenci chcą raczej ukryć swoją amputację niż pochwalić się protezą?

Każdy pacjent jest inny, jednak myślę, że większości zależy na tym, aby dobrze czuć się w swojej protezie. Jest to powiązane z kontekstem kulturowym – w kulturze konsumpcyjnej zawarty jest wzorzec ideału młodości i piękna, w który ciężko wpasować się osobom po amputacjach. Aspekt wizualny protezy na pewno pomaga w lepszym komforcie psychicznym. Sądzę, że pacjentów można podzielić na dwie grupy – jeśli chodzi o wizualny aspekt protezy. Pierwsza – osoby, które chcą, aby proteza w maksymalnym stopniu była odwzorowaniem zdrowej kończyny. Należą do niej osoby, jak wspomniałaś – które raczej chcą ukryć swoją amputację. Oraz druga grupa, gdzie pacjenci chcą “poszaleć” i mieć wyjątkową, przyciągającą wzrok protezę. 

I podejrzewam ta druga grupa rośnie z każdym rokiem. A o jaką personalizację proszą zazwyczaj pacjenci?

W większości jest to jeszcze odwzorowanie zdrowej kończyny. Są też pacjenci, którzy chcą mieć na protezie swoje ulubione symbole związane np. z drużynami sportowymi, serialami. Są to wzory miejscowe, które występują np. tylko z przodu albo z tyłu protezy. Zdarzają się też projekty pokrywające całą powierzchnię nakładek kosmetycznych. 

Czy są jakieś powtarzające się zapytania pacjentów, których nie można wykonać stosując metodę druku 3D?

Nie kojarzę, żeby było coś, czego nie byliśmy w stanie wykonać. Jednak bazujemy  nie tylko na samym druku 3D. Jeśli pacjent chce jakieś ekstra wykończenie – brokatowe czy metaliczne to trzeba polakierować wydruk. W przypadku protez, produkt wyciągnięty prosto z drukarki jeszcze nie daje szerokich możliwości wykończenia powierzchni. Idealny będzie moment, w którym od razu z drukarki 3D wychodzi pożądany efekt. 

“…w kulturze konsumpcyjnej zawarty jest wzorzec ideału młodości i piękna, w który ciężko wpasować się osobom po amputacjach. Aspekt wizualny protezy na pewno pomaga w lepszym komforcie psychicznym.”

Tego nie może doczekać się nie tylko nasza branża, ale cały świat! : ) A czy Twoi znajomi ze studiów dziwią się, gdy mówisz czym się zajmujesz? A może część osób również odnalazła się w medycznej działce?

Nie tylko znajomi ze studiów, raczej wszyscy, którym mówię czym się zajmuję. Mało osób kojarzy wzornictwo z działką medyczną. W ogóle mam wrażenie, że mało osób wie, czym jest wzornictwo. Pamiętam jak w liceum (ukierunkowanym pod kątem przedmiotów ścisłych) rozmawialiśmy ze znajomymi na temat przyszłych studiów. Kiedy powiedziałam, że chcę iść na wzornictwo, to koleżanka zapytała czy po tym kierunku będę robić wzorki na różne przedmioty. Zdecydowanie wzornictwo to szersza dziedzina niż same wzorki ; ) Wracając do pytania – znam kilka osób po wzornictwie, które projektują sprzęty medyczne. Dla mnie jest to ciekawa dziedzina, ponieważ zawsze chciałam tworzyć coś, co jest niezbędne dla człowieka, co znacznie wpływa na poprawę jakości życia. Projektowanie urządzeń zapewniających możliwość samodzielnego funkcjonowania osobom po amputacji daje dużą satysfakcję. Nigdy nie zapomnę tego uczucia, które towarzyszyło mi w momencie, gdy zobaczyłam, że coś, co stworzyłam faktycznie pomaga pacjentowi w codziennym życiu. 

Na co dzień zajmuję się ortotyką i mogę tylko powiedzieć, że w pełni podpisuję się pod tym, co właśnie powiedziałaś. To wspaniałe uczucie. Serdecznie dziękuję za rozmowę i mam nadzieję, że nasza branża coraz częściej i chętniej będzie stawiać na wizualny aspekt protez i ortez.

O autorze:

Oliwia Otręba – absolwentka wzornictwa na  ASP w Katowicach. Dyplom licencjacki zrealizowała w Pracowni Projektowania Produktu. Tematem projektu było “Stanowisko wspomagające skan 3D w protetyce kończyn dolnych”. Współpracuje z firmą PROTEO, tworząc spersonalizowane projekty protez kończyn dolnych. Zainteresowana projektowaniem skoncentrowanym na środowisku i planecie.

(Nie)pełnosprawna droga na podium

Dla większości niepełnosprawność w Polsce jest tematem tabu. Panuje przekonanie, że osoby nią dotknięte mają wiele ograniczeń, rzadko są aktywne fizycznie, a może nawet zawodowo. Czy można jednak wrzucić kilka milionów osób do przysłowiowego jednego worka?

Marcel Jarosławski – Igrzyska Paraolimpijskie w Rio, skok wzwyż (fot. Jakub Szymczuk)

Bohaterem poniższego wywiadu jest mężczyzna, który z pewnością zawstydziłby niejednego w swoich osiągnięciach sportowych, jak również złamałby przekonanie dotyczące ograniczonych możliwości. Marcel Jarosławski jest członkiem zarządu Polskiego Związku Sportu Niepełnosprawnych “Start”, wielokrotnym medalistą w skoku wzwyż na Mistrzostwach Europy i Świata, organizatorem imprez sportowych dla osób niepełnosprawnych. W ubiegłym roku pełnił funkcję dyrektora World Para Athletics Grand Prix – 47. Paralekkoatletycznych Mistrzostw Polski, które zostały wyróżnione statuetką im. Lugwiga Guttmanna w kategorii impreza roku w 1. Plebiscycie Polskiego Komitetu Paraolimpijskiego. Za swoją działalność społeczną i charytatywną został nagrodzony w plebiscycie Dziennika Łódzkiego “Osobowość Roku 2019 Powiatu Zduńskowolskiego”. Na co dzień jest również pełnomocnikiem Prezydenta Zduńskiej Woli ds. osób niepełnosprawnych.
Od urodzenia jest osobą niepełnosprawną. Z powodu znacznego skrótu kości udowej i niewykształcenia stawu biodrowego porusza się za pomocą ortoprotezy.
Wraz z powszechnym przekonaniem wada wrodzona pana Marcela nie ograniczyła jego działań i ambicji. Jakie wyzwania niesie ze sobą organizacja tak dużych wydarzeń sportowych? Skąd wzięła się determinacja pana Marcela i jak narodziła się pasja do lekkoatletyki? Te i inne tematy poruszamy w poniższym wywiadzie. 

Panie Marcelu, od lat działa pan aktywizując osoby niepełnosprawne. Co było pierwsze, miłość do sportu czy chęć zmiany perspektywy? 

Zdecydowanie miłość do sportu. Od dziecka za bardzo nie przejmowałem się niepełnosprawnością i robiłem to co rówieśnicy – na tyle na ile było to możliwe. Grałem z kolegami w piłkę albo jeździłem na rowerze, najpierw odpychając się jedną nogą, a potem zakładając na prawy pedał tzw. nosek. Ale wtedy nie myślałem o tym, że mogę się zająć sportem na poważnie. Zmieniło się to, gdy miałem niespełna 14 lat. Do mojej szkoły przyszedł trener Wojciech Kikowski i zaprosił na trening lekkoatletyczny. Wcześniej w ogóle nie interesowałem się tym sportem, więc traktowałem to jak przygodę. Pierwsze medale i systematycznie poprawiane rekordy życiowe szybko to zmieniły. Dalej wszystko toczyło się swoim torem. 

Ma pan za sobą wiele nagród i medali za osiągnięcia sportowe. Jakie to uczucie zostać wyróżnionym za coś, w co wkłada się tyle serca i wysiłku?

Chyba nie będę oryginalny, jeśli powiem, że to bardzo miłe uczucie 🙂 Tym bardziej, że oprócz ciężkiej pracy wpływ ma bardzo wiele innych czynników, jak choćby brak podatności na kontuzje. W czasach, kiedy osiągałem najlepsze wyniki, współpraca z fizjoterapeutami i personelem medycznym nie była tak powszechna, więc w tej kwestii praca była dużo trudniejsza. Trzeba było mieć również dużo szczęścia, albo inaczej, nie mieć pecha takiego jak ja, kiedy po zdobyciu medalu mistrzostw świata w 2006 roku dowiedziałem się, że moja konkurencja nie odbędzie się na igrzyskach w Pekinie, co spowodowało moją kilkuletnią przerwę w uprawianiu lekkiej atletyki, po której powrót był bardzo trudny, co spowodowało moją rezygnację z wyczynowego uprawiania sportu. Dlatego bardzo ważne jest, żeby cieszyć się z każdego medalu, bo może być ostatnim.

To bardzo trafne słowa, nie tylko w tej dziedzinie. A czy ma pan jakąś wskazówkę dla osób niepełnosprawnych, które chcą rozpocząć swoją przygodę ze sportem? 

Przede wszystkim trzeba być aktywnym, otwartym i korzystać z danych możliwości. Przypuszczam, że gdybym nie był chętny do uprawiania sportu i zawsze przygotowany do lekcji wychowania fizycznego to mój nauczyciel nie zaprosiłby do szkoły Trenera Kikowskiego. Dla osób niepełnosprawnych przeznaczonych jest 28 sportów paraolimpijskich i wiele nieobjętych programem igrzysk. Można więc powiedzieć, że dla każdego można znaleźć sport odpowiadający zainteresowaniom i możliwościom funkcjonalnym.

Marcel Jarosławski na Paralekkoatletycznych Mistrzostwach Świata w Dubaju

Sportowe obozy zimowe i letnie, zgrupowania kadr narodowych i imprezy sportowe. To ogrom planowania i pracy. Czy organizacją całościowo zajmuje się PZSN?

To zależy od konkretnych zadań. Szkolenie kadr narodowych w 14 sportach realizujemy samodzielnie przez 6 pracowników Działu Sportu. Każdy z nas zajmuje się obsługą administracyjną zgrupowań, udziału kadr w imprezach krajowych oraz organizacją wyjazdów na imprezy i zgrupowania zagraniczne. W przypadku dużych i ważnych wyjazdów pracownicy biura również w nich uczestniczą.

Samodzielnie zajmujemy się również obsługą projektów finansowanych przez PFRON polegających na organizacji sekcji i obozów sportowych. Natomiast w przypadku upowszechniania sportu osób niepełnosprawnych w ramach programu Ministerstwa Sportu w dużej mierze wspomagamy się naszymi 56-oma klubami członkowskimi, które bezpośrednio organizują większośc imprez, zajęć i obozów sportowych.

“…bardzo ważne jest, żeby cieszyć się z każdego medalu, bo może być ostatnim.”

A czy mógłby opowiedzieć pan jak wygląda organizacja tak dużego wydarzenia jak Paralekkoatletyczne Mistrzostwa Polski? Jakie są największe wyzwania?

Największym wyzwaniem jest logistyka. O ile w przypadku organizacji pracy na obiekcie każdy ma bardzo duże doświadczenie, to poza stadionem wydarzyć może się właściwie wszystko, na co organizator musi być przygotowany. W ubiegłym roku formuła zawodów została dodatkowo poszerzona o World Para Athletics Grand Prix, w ramach którego do Bydgoszczy przybyło dodatkowo ponad 300 osób z 35 krajów, nawet tak odległych jak Hong Kong, Ekwador, Kuba, USA czy RPA. Wszystkim musieliśmy zapewnić zakwaterowanie, wyżywienie i transport z hoteli na obiekt oraz z lotnisk w Bydgoszczy, Warszawie i Gdańsku. Przy administracyjnej obsłudze na miejscu imprezy pracowało ponad 20 pracowników PZSN i PKPar, nawet po 16 godzin na dobę. Natomiast mamy świadomość, że organizacja tej imprezy to było jedynie przetarcie przed przyszłorocznymi mistrzostwami Europy, na których spodziewamy się nawet 1300 uczestników oraz dodatkowych obowiązków takich jak choćby produkcja sygnału telewizyjnego.

Stawiacie sobie coraz to trudniejsze zadania! Trzymam zatem mocno kciuki za organizację mistrzostw Europy. A co z ludźmi, czy brakuje rąk do pracy? Gdzie mogą się zgłosić chętni do pomocy wolontariusze?

Aktualnie panująca epidemia wiele zmieniła. Wciąż panuje bardzo duża niepewność dotycząca możliwości realizacji zadań i ich dofinansowania dlatego nie poszerzamy działalności. Natomiast wcześniej nasz budżet i zakres realizowanych zadań systematycznie rósł – tutaj duże podziękowania należą się Ministerstwu Sportu i Państwowemu Funduszowi Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych – przez co pracy było bardzo dużo.
Liczymy na to, że sytuacja wróci do normy jak najszybciej. Zachęcamy też wszystkich do udziału w naszych działaniach w formie wolontariatu poprzez kontakt bezpośrednio z nami lub lokalnymi klubami. W najbliższym czasie ruszy również rekrutacja wolontariuszy na przyszłoroczne mistrzostwa Europy. Dlatego przede wszystkim zachęcamy do śledzenia naszego profilu na Facebooku, na którym wszystkie informacje umieszczane są na bieżąco.

Będziemy śledzić Wasze losy! Dziękuję pięknie za rozmowę.

O autorze:

Marcel Jarosławski (33 l.) – członek zarządu i pracownik działu sportu Polskiego Związku Sportu Niepełnosprawnych START odpowiedzialny za szkolenie w lekkiej atletyce oraz organizację mistrzostw Polski. Dyrektor World Para Athletics Grand Prix – 47. Paralekkoatletycznych Mistrzostw Polski Bydgoszcz 2019 oraz Paralekkoatletycznych Mistrzostw Europy Bydgoszcz 2021. Pełni również funkcję pełnomocnika Prezydenta Zduńskiej Woli ds. osób niepełnosprawnych. Wcześniej lekkoatleta paraolimpijski, medalista mistrzostw świata i Europy w skoku wzwyż.

Dopasowanie lejów protezowych przyszłością protetyki

Leje protezowe w protezach kończyn bez wątpienia wymagają szczególnego dopasowania. To właśnie ten element protezy ma bezpośredni kontakt ze skórą nawet przez 15 godzin dziennie! Nic dziwnego więc, że na rynku pojawiają się ulepszone metody pomiarów kikuta oraz modelowania kształtu leja, czy też nowe materiały do ich produkcji. 

Nieco więcej o tym bardzo ważnym elemencie protezy opowie nam Rafał Pierzchalski, CEO oraz współzałożyciel firmy Proteo, która leje protezowe kończyn dolnych wytwarza wykorzystując… druk 3D. Czy taki sposób się sprawdza? Jakie inne materiały są popularne w produkcji lejów protezowych w Polsce i na świecie? I na jakie nowe technologie mogą w najbliższym czasie liczyć pacjenci?

Lej protezowy firmy Proteo wykonany w technologii druku 3D metodą SLS we współpracy z firmą New Era Materials

Druk 3D coraz prężniej wkracza do branży ortotyczno-protetycznej i zdecydowanie zostanie w niej na stałe. Wasz pomysł pojawił się jednak w Polsce jako jeden z pierwszych. Jak zaczął się ten projekt?

Faktycznie, pod koniec 2017 roku byliśmy pierwszą firmą w Polsce i jedną z pierwszych na świecie, która całkowicie zrezygnowała z pracy z gipsem na rzecz technologii addytywnych, czyli mówiąc bardziej potocznie druku 3D. Pomysł na projekt zrodził się jednak dużo wcześniej. W 2014 roku zacząłem swoją pracę w branży protez kończyn dolnych i jako świeżo upieczony inżynier spodziewałem się wejścia w cudowny świat nowoczesnych technologii, które pomagają człowiekowi w jego życiu codziennym. Zderzenie z protetyką było bolesne – gipsownia, wszechobecny zapach żywicy, warsztat przypominający bardziej ten, który widywałem u mojego dziadka na działce. Pomyślałem, że może tylko Polska jest do tyłu z nowościami, ale okazało się, że większość protetycznego świata tak wygląda. Od pierwszego dnia pracy w tej dość skostniałej branży narodziła się u mnie myśl, że trzeba to zmienić, unowocześnić, wiedziałem jednak, że potrzebuje zdobyć ogrom doświadczenia i od podszewki poznać „starą szkołę” protetyki. Jeśli chce się coś naprawić, trzeba wiedzieć z czego jest zbudowane. Kiedy opowiadałem innym osobom z branży o swoim pomyśle to zazwyczaj słyszałem coś w stylu „to się nie uda”, „gdyby to miało działać to już dawno ktoś by to zrobił” etc., to dawało mi jeszcze większego kopniaka do pracy. W kolejnych latach, oprócz codziennej pracy i wyjazdów na szkolenia, zaczytywałem się w publikacjach naukowych dotyczących technologii tworzenia lejów protezowych. Udało mi się również kupić skaner 3D oraz odkurzyłem swoje umiejętności pracy w środowisku CAD (projektowanie wspomagane komputerowo). Pomimo, że jestem indywidualistą i zazwyczaj idę pod prąd, to pewnie miłość do piłki nożnej utwierdziła mnie w przekonaniu, że wielkie rzeczy osiąga się tylko w zespole. W 2017 roku poznałem Maćka (Maciej Stoczkiewicz – współzałożyciel Proteo), z którym od początku zaczęliśmy nadawać na tych samych falach i zdecydowaliśmy się działać wspólnie. Dzięki pracy zespołowej wszystko nabrało szalonego tempa, nie minęło kilka miesięcy, a mieliśmy już swoją siedzibę, uzyskaliśmy finansowanie w formie unijnej pożyczki na zakup wyposażenia oraz podpisaliśmy umowę z Narodowym Funduszem Zdrowia. Najważniejsze dla nas było jednak udowodnienie, że obecność nowoczesnych technologii w protetyce kończyn dolnych ma sens i możemy jeszcze efektywniej pomagać osobom niepełnosprawnym. Tak to funkcjonuje do dzisiaj i nie wyobrażam sobie, że mógłbym robić coś innego.

Niestety, to prawda, że branża O&P jest nieco zastała, a więc każda taka inicjatywa cieszy podwójnie! Wracając do tematu: wiemy, że lej protezowy musi być idealnie dopasowany – jeśli jest za luźny, będzie destabilizował pacjenta podczas chodu, a nawet może się zsuwać. Za ciasny lej spowoduje bolesne otarcia i rany. Niewątpliwie więc do produkcji potrzebne jest dokładne odzwierciedlenie kikuta, jak pobiera się taką miarę?

Tutaj przechodzimy do największego wyzwania jakie stoi przed naszą branżą – lej protezowy i wszystko co z nim związane. Niestety, fizjologia człowieka i aktualny stan techniki nie pozwala na stworzenie tego jednego idealnego leja protezowego, takiego, który będzie zawsze wygodny, komfortowy i w pełni funkcjonalny. Kikut osoby po amputacji podlega ciągłym procesom, które zmieniają jego kształt, objętość oraz strukturę. Nawet w przeciągu jednej doby dochodzi do zmian obwodowych kikuta, które mają wpływ na komfort użytkowania protezy. Jeśli dołożymy do tego częste problemy zdrowotne pacjentów to sprawa robi się jeszcze bardziej złożona. Dlatego bardzo ważne jest aby edukować pacjentów i wytłumaczyć, że zmiany kikuta będą im towarzyszyć w mniejszym lub większym stopniu do końca życia, co będzie się również wiązać z wymianami leja protezowego. Zadaniem protetyka, czy też inżyniera medycznego jest stworzenie najbardziej odpowiedniego i optymalnego na dany moment leja protezowego. Co więcej, jeśli bazowalibyśmy tylko na dokładnym odwzorowaniu kikuta, a nie wzięlibyśmy pod uwagę pewnych punktów anatomicznych oraz biomechaniki kikuta to lej protezowy wciąż nie spełniałby swojej funkcji. Nikt na co dzień nie zaprząta sobie głowy czym jest i gdzie się znajduje guz kulszowy, więzadło rzepki czy krętarz większy, a to m.in. te miejsca odgrywają dużą rolę w projektowaniu leja protezowego. Proces przeniesienia kształtu kikuta na ekran komputera odbywa się za pomocą skanera 3D i trwa około 60 sekund. W dużym skrócie pacjent jest w pozycji stojącej w barierkach asekuracyjnych, a protetyk obchodzi go dookoła zbierając skanerem odpowiednie dane. Skan 3D jest metodą prostą, przyjemną oraz bezdotykową, a wirtualny model kikuta przesyłany jest mailowo, gdzie po kilku sekundach możliwa jest jego dalsza obróbka w świecie cyfrowym.

To musi być ogromna zmiana na plus dla pacjentów, którzy są zaprotezowani od lat. Pokolenie naszych dziadków, a nawet rodziców dokładnie pamięta jeszcze drewniane leje protezowe. Co zmieniło się w ciągu kilku ostatnich lat? Jakie materiały
i technologie są obecnie stosowane?

Muszę przyznać, że pomimo mojego zamiłowania do nowoczesnych technologii, idealnie gładki, pokryty lakierem, drewniany lej protezowy jednej z moich pacjentek jest u mnie wciąż na bardzo wysokim miejscu w kategorii najładniejsze protezy jakie widziałem w życiu. Aktualnie, w konwencjonalnym wydaniu protetyki kończyn dolnych wciąż królują laminaty z żywicy akrylowej (rzadziej epoksydowej) oraz włókno węglowe, także tych zmian za bardzo się nie obserwuje. Sporo firm wykorzystuje również materiały elastyczne typu poliuretan do tworzenia miękkiego wewnętrznego leja protezowego. Aby uzyskać element finalny z każdego z wyżej wymienionych materiałów należy najpierw przejść wiele procesów technologicznych, które bywają skomplikowane, jak również nie są obojętne dla zdrowia osoby wykonującej taki lej protezowy. W przypadku leja testowego, przymierzanego przez pacjenta w pierwszym etapie rehabilitacji jeszcze w Poradni, zarówno technologia klasyczna, jak i druk 3D oferują podobne rozwiązania materiałowe i są to zazwyczaj odpowiedniki dobrze wszystkim znanego materiału PET lub PET-G. Lej protezowy ostateczny w technologii addytywnej powstaje na najbardziej zaawansowanych drukarkach 3D, w których głowica np. przy użyciu wiązki lasera spieka materiał, który wejściowo jest w formie proszku, tworząc warstwa po warstwie model finalny. Drukarki te przypominają bardziej maszyny przemysłowe i mocno odbiegają od klasycznego obrazu drukarki 3D jaki kojarzymy z mediów. Technologia ta zapewnia odpowiednie właściwości mechaniczne, więc taki lej z powodzeniem może być wykorzystywany w każdej codziennej aktywności. Do produkcji leja ostatecznego używany jest Poliamid-12 (PA12) i jest to materiał certyfikowany pod kątem użycia w wyrobach medycznych. Jedną z wielu zalet wykorzystania nowych technologii i materiałów jest fakt, że proces produkcyjny jest dla protetyka praktycznie bezobsługowy. Tak ważny dla każdego czas, może być teraz wykorzystywany dużo efektywniej. W jednym momencie możemy przeprowadzać np. skan 3D, obok może drukować się lej testowy i w tym samym czasie na bardziej zaawansowanej maszynie będzie tworzyć się lej ostateczny. Do tej pory było to niemożliwe, a teraz jest to dla nas codzienność. Co więcej, nie ma żadnego problemu żeby produkcja leja odbywała się przez noc lub w czasie weekendu.

Druk 3D umożliwia personalizację leja protezowego (współpraca firmy Proteo i New Era Materials)

No właśnie, dużo mówi się o tym, że branża O&P dynamicznie się rozwija. Jakie nowości i tendencje możemy zauważyć w protetyce?

Kiedy zaglądam do social mediów, na facebooka czy linkedin wydaje mi się, że naprawdę dużo dzieje się w branży protez kończyn dolnych, jednak jest to tylko mylne złudzenie. Faktycznie, coraz więcej firm korzysta z druku 3D, czy możliwości jakie daje skan 3D, ale bardzo często ogranicza się to tylko do jednorazowych projektów, które potem nie mają przełożenia na dalsze działania. Obecnie na palcach jednej ręki można policzyć miejsca, gdzie nowoczesne metody wytwarzania zostały w pełni wdrożone i korzysta się z nich na co dzień, dając każdemu pacjentowi dostęp do innowacyjnych technologii. W Stanach Zjednoczonych mamy ekipę Additive America z Brentem Wrightem na czele, który wdrożył druk 3D zarówno w ortotyce jak i protetyce, a w Europie jest hiszpański UNYQ oraz bułgarski ProsFit. Mam cichą nadzieje, że tych miejsc jest więcej, tylko po prostu nie są aż tak widoczne w internecie. Kilka firm skupiło się też na wykorzystaniu druku 3D przy tworzeniu elementów protezy odpowiadających tylko i wyłącznie za aspekt wizualny, czyli tzw. pokryć kosmetycznych (coverów protezowych). Nie mają one żadnego wpływu na funkcjonalność protezy, więc jeśli pacjent będzie miał niedopasowany lej protezowy to nawet mając najbardziej efektowny cover, proteza nie będzie używana lub będzie używana rzadziej, a przecież nie o to chodzi. Jeśli mówimy zaś o dużych graczach na rynku takich jak Ossur, Ottobock czy Blatchford to można zaobserwować rozwój technologiczny głównie w seryjnych komponentach tj. sztuczne stawy kolanowe, stopy protezowy czy linery silikonowe. W tym obszarze mamy mnogość rozwiązań, od stawów kolanowych sterowanych mikroprocesorowo po możliwość samodzielnej zmiany stopy protezowej z takiej do codziennego użytkowania na stopę do uprawiania sportu. Powiedziałem na początku rozmowy, że branża jest dość skostniała, ale nie można zapomnieć o kilku miejscach na naszym rodzimym podwórku, które zdecydowanie zasługują na uwagę. W kwestii wykorzystania technologii druku 3D warto wspomnieć o firmie Glaze Prosthetics, oprócz tego cały czas obserwuje rozwój vBionic oraz Aether Biomedical. Każda z tych firm działa na polu protez kończyn górnych, ale wiem od Grzegorza (Glaze Prosthetics), że mają w planach kolejne ambitne projekty. Jeśli chodzi o Proteo to aktualnie skupiamy się na ciągłym ulepszaniu swojego rozwiązania. Pacjent ma też oczywiście możliwość całkowitej personalizacji swojego leja protezowego od wyboru koloru po umieszczenie na nim wzoru z herbem swojego ulubionego klubu sportowego, ale tak jak wspomniałem wcześniej jest to tylko aspekt wizualny. Mamy również w planach projekt z placówką naukową, który mocno rozszerza nasz aktualny sposób tworzenia leja protezowego i wprowadza wiele udogodnień dla pacjenta, jednak jest jeszcze za wcześnie by mówić o jakichkolwiek szczegółach. Osobiście marzy mi się stworzenie protetycznej Tesli i z całych sił będziemy z Maćkiem do tego dążyć.

Co oznacza to dla pacjenta? Czy jest to ekscytujący czas również dla użytkowników protez?

Nie ma wątpliwości, że pacjenci będą największymi wygranymi kolejnych kroków milowych w protetyce, ponieważ to właśnie dla nich tworzymy innowacyjne rozwiązania. Przewrotnie napiszę jednak, że rozwój protetyki powinien być przede wszystkim ekscytujący dla nas, dla osób, które o ten rozwój dbają i które są za to odpowiedzialne. Wydaje mi się, że dla pacjenta najbardziej ekscytującym momentem będzie moment kiedy „zapomni”, że w ogóle używa protezy. Najważniejsze jest żeby osoba po amputacji wróciła do normalnego funkcjonowania, do swoich pasji i mogła się w pełni cieszyć życiem. Oczywiście oprócz protezy niezbędny będzie zawsze odpowiedni proces reedukacji chodu, bo tak naprawdę, dla pacjenta, proteza jest tylko urządzeniem, które rozpoczyna kluczowy etap rehabilitacji i daje możliwość powrotu do pełnej samodzielności. 

To prawda. Miejmy nadzieję, że więcej osób i miejsc zechce wykorzystywać nowoczesne technologie do produkcji protez, dzięki czemu za kilka lat część rozwiązań będzie tylko wspomnieniem. Dziękuję za rozmowę. 

O autorze:

Rafał Pierzchalski (32 l.) – CEO oraz współzałożyciel innowacyjnej firmy PROTEO, która wykorzystuje druk 3D, skan 3D oraz projektowanie wspomagane komputerowo do produkcji leja protezowego. Absolwent Wydziału Mechanicznego Politechniki Łódzkiej. Przez 4 lata pełnił funkcję kierownika działu protez w Wojewódzkiej Poradni Rehabilitacji i Zaopatrzenia Ortopedycznego w Łodzi. Opiekun licznych praktyk studenckich oraz opiekun naukowy prac dyplomowych z zakresu protetyki kończyn dolnych. Współzałożyciel sekcji Widzew Łódź Amp Futbol.

Czym są stopnie mobilności i dlaczego są tak istotne w odpowiednim doborze elementów protezy?

Protezy kończyn są dobierane i wytwarzane na podstawie indywidualnych potrzeb pacjenta. Każda osoba po amputacji ma inne zalecenia i oczekiwania dotyczące swojego zaopatrzenia. Nie można zrównać wymagań starszej pani na emeryturze z pracującym mężczyzną czy studentką na tle ich codziennej aktywności. Ze względu na to zróżnicowanie istnieją setki elementów protez, które znacząco różnią się od siebie pod kątem funkcjonalności i przeznaczenia. W jaki sposób odnaleźć więc odpowiedni zestaw dla konkretnego pacjenta, który będzie odpowiadał jego specyficznym potrzebom? Z pomocą przychodzi skala Medicare Functional Classification Levels – MFCL, znana w Polsce jako klasyfikacja stopni mobilności osób po amputacji, która odnosi się również do podzespołów protez.

Skala MFCL jest pięciostopniowa i dotyczy jedynie osób po amputacji kończyny dolnej, gdyż to one są pozbawione naturalnego, fizjologicznego narzędzia do lokomocji. Stopień 0 określa pacjenta jako nieposiadającego możliwości ani potencjału do bezpiecznego przemieszczania się z lub bez pomocy innych osób, a proteza w żaden sposób nie poprawi jego jakości życia. Cztery pozostałe stopnie, które są ściśle skorelowane z klasyfikacją elementów protetycznych to:

Stopień 1 (niski): Pacjent porusza się jedynie w pomieszczeniach

Pacjent posiada zdolność lub potencjał do wykorzystania protezy do poruszania się z minimalną prędkością na poziomych podłożach. Ilość czasu i odległość jaką może on pokonać samodzielnie są poważnie ograniczone ze względu na jego aktualny stan. Poziom ten często dotyczy osób starszych oraz poruszających się w miejscu zamieszkania z dodatkowymi pomocami, takimi jak kule, laski czy balkoniki.

Stopień 2 (umiarkowany): Pacjent porusza się na zewnątrz z ograniczeniami

Pacjent posiada zdolność lub potencjał do wolnego poruszania się z protezą i może on pokonywać niskie przeszkody środowiskowe, takie jak krawężniki, pojedyncze schody lub nierówny teren. Ilość czasu i odległość jaką może on pokonać samodzielnie są ograniczone ze względu na jego aktualny stan.

Stopień 3 (wysoki): Pacjent porusza się na zewnątrz bez ograniczeń

Pacjent posiada zdolność lub potencjał do poruszania się z protezą o zmiennej prędkości chodu i może jednocześnie pokonywać większość przeszkód środowiskowych. Ma także możliwość poruszania się po otwartych przestrzeniach i może podejmować wszelkie czynności, które nie narażają protezy na ponadprzeciętne wymagania mechaniczne. W porównaniu do osób zdrowych ilość czasu i odległość, którą może pokonać samodzielnie są ograniczone tylko w nieistotny sposób.

Stopień 4 (szczególnie wysoki): Pacjent porusza się na zewnątrz bez ograniczeń ze szczególnie wysokimi wymaganiami

Pacjent posiada zdolność do poruszania się z protezą w sposób podobny do nieograniczonego chodu na zewnątrz. Ilość czasu i odległość, którą może on pokonać samodzielnie są nieograniczone. Ponadto, ze względu na ponadprzeciętne wymagania funkcjonalne, proteza w trakcie użytkowania może zostać poddana wstrząsom, naprężeniom i siłom skrętnym. Poziom ten dotyczy osób, które są w stanie sprostać wyzwaniom w sporcie czy wymagającym środowisku pracy.

Stopnie mobilności osób po amputacji (1-4)

W Polsce, kwota refundacji na zaopatrzenie protetyczne z Narodowego Funduszu Zdrowia nie zależy od stopnia mobilności, ale od poziomu amputacji kończyny (więcej na temat refundacji NFZ). System ten nie jest do końca sprawiedliwy dla osób o wyższym stopniu mobilności. Ci pacjenci powinni być zaopatrzeni w bardziej funkcjonalne i wytrzymałe elementy protetyczne, których cena jest stosunkowo wysoka. Na szczęście istnieje kilka możliwości, które pozwalają na zdobycie dofinansowania do każdej protezy z innych źródeł. Obecnie prowadzony jest publiczny program finansowany z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych „Aktywny Samorząd 2020”. Można starać się też o dofinansowanie do zaopatrzenia z Miejskich Ośrodków Pomocy Rodzinie czy Powiatowych Centrów Pomocy Rodzinie. Wsparcie oferują również fundacje. Obecnie bardzo pomocne okazują się też internetowe zbiórki pieniędzy na zasadzie finansowania społecznego, czyli „crowdfundingu”.

W krajach, gdzie refundacja dotycząca zaopatrzenia protetycznego z państwowych systemów opieki zdrowotnej jest oparta na stopniu mobilności, a nie poziomie amputacji, stosuje się specjalne narzędzia takie jak standaryzowane kwestionariusze, walidowane zestawy testów sprawnościowych czy wnikliwe badania lekarskie aby dokładnie określić aktualny bądź przyszły potencjał funkcjonalny pacjenta. Na podstawie wyników zostaje precyzyjnie ustalony poziom mobilności, a co za tym idzie wysokość refundacji czy dostępność mniej lub bardziej zaawansowanych, refundowanych elementów protez. Szeroko na świecie stosuje się tego typu instrumenty pomiarowe również w sytuacji, gdy do amputacji doszło na przykład w wyniku wypadku, a osoba pokrzywdzona była dodatkowo ubezpieczona. Zgodnie z wynikami takich badań określa się stopień mobilności oraz wysokość przysługującego odszkodowania w taki sposób, aby pokryło ono koszty odpowiednio dopasowanej protezy do potrzeb pacjenta. Stwierdza się wtedy, że zaopatrzenie jest medycznie uzasadnione.

Oczywiście klasyfikacja ta nie jest bezwzględna i ostateczna. Poziom mobilności może ulec zmianie zarówno na plus jak i minus. W Polsce, aby precyzyjniej określić stan lub przewidywany potencjał funkcjonalny pacjenta, można dodatkowo użyć dwóch sąsiadujących ze sobą stopni do dokładniejszej klasyfikacji. Na przykład, po przeprowadzeniu wywiadu osobowego i badania funkcjonalnego z 45-letnim pacjentem po amputacji powyżej kolana okazuje się, że jego stopień to 2/3. Oznacza to, iż aktualnie jest on w stanie poruszać się sprawnie na zewnątrz z małymi ograniczeniami, lecz istnieje szansa, że dzięki rehabilitacji oraz wzmacnianiu układu mięśniowo-szkieletowego będzie on w przyszłości zdolny do poruszania się z protezą na zewnątrz bez żadnych przeszkód. Co ciekawe, w 2011 roku przeprowadzono badanie na 41 pacjentach z drugim poziomem mobilności z amputacją powyżej kolana. Wykazano, iż znaczna część z nich doświadczyła istotnej poprawy w czynnościach życia codziennego, dzięki użytkowaniu elektronicznych przegubów kolanowych kontrolowanych przez mikroprocesor w porównaniu do przegubów mechanicznych. Świadczy to niewątpliwie o tym, iż elektroniczne kolana protetyczne mogą przyczynić się do wzrostu potencjału funkcjonalnego oraz do wspomagania wydajności narządu ruchu użytkownika. Zmiana stopnia mobilności może nastąpić oczywiście też w przeciwną stronę. Wraz z wiekiem pacjenci w sposób naturalny obniżają swoją aktywność, przez co w kolejnych protezach nie potrzebują już elementów, które zapewnią im zróżnicowaną dynamikę chodu czy możliwość energicznego pokonywania nierówności terenu.

Producenci zaopatrzenia protetycznego klasyfikują swoje wyroby w ścisłej korelacji z poziomami mobilności. Wytwórcy opierają charakterystykę produktów w mniejszym bądź większym stopniu o skalę MFCL. Oznacza to, że dany element funkcjonalny może być wykorzystany tylko i wyłącznie w protezie dla pacjenta z określonym stopniem, dla którego został wymyślony, zaprojektowany i wytworzony, aby sprostać jego wymaganiom. Nie jest możliwe wyprodukowanie uniwersalnych podzespołów, które będą odpowiednie dla wszystkich. Zdecydowanie najczęściej dany element jest przypisany do jednego lub dwóch stopni mobilności, aczkolwiek zdarzają się też takie, które można zastosować u trzech pacjentów z trzema różnymi poziomami.

W Polsce, doborem elementów zajmuje się technik ortopeda lub protetyk narządu ruchu w zakładzie ortopedycznym. Podstawą do prawidłowego wyboru części składowych protezy jest wywiad osobowy z pacjentem. Zawiera on pytania dotyczące między innymi codziennej mobilności i aktywności fizycznej (w przypadku pierwszej protezy – aktywności przed amputacją), historii choroby, która doprowadziła do amputacji, chorób współistniejących, wydolności krążeniowo-oddechowej, ogólnego stanu zdrowia, rodzaju wykonywanej pracy, hobby czy warunków mieszkaniowych (współmieszkańcy, winda, piętro, schody). W razie potrzeby wykonuje się dodatkowo testy siły mięśniowej lub inne testy funkcjonalne.

Rys.2. Monocentryczny przegub kolanowy Streifeneder 3A33, przeznaczony dla osób o najniższym stopniu mobilności

W protezie naszego pacjenta mogą zostać wykorzystane jedynie takie elementy, które producent opracował specjalnie dla jego potrzeb. W żadnym przypadku nie jest uzasadnione zastosowanie na przykład podstawowego przegubu kolanowego [rys.2], przeznaczonego w pierwszej kolejności dla osób o najniższym stopniu mobilności, poruszających się jedynie wewnątrz pomieszczeń. Przegub tego typu znacząco zredukowałby jego możliwości lokomocji. Mechaniczne kolana jednoosiowe nie posiadają funkcji adaptacji do zmiennej długości kroku i prędkości chodu. Nasz pacjent byłby ograniczony do poruszania się jedynie z minimalną prędkością o niewielkiej długości kroku. Przez specyfikę konstrukcji przeguby te uniemożliwiają bezpieczne poruszanie się po innym terenie niż płaska nawierzchnia. Użytkownik chcąc nadrobić niedobory w funkcjonalności takiego przegubu mógłby zacząć kompensować te braki w naturalny dla człowieka sposób. Oznacza to, iż użytkowanie takiej protezy szybko doprowadziłoby do zmian anatomicznych w układzie mięśniowo-szkieletowym i nerwowym, powodując wykształcenie patologicznych wzorców chodu. Przegub ten zupełnie nie pomógłby w awansie z drugiego stopnia mobilności na trzeci, a wręcz przeciwnie.

Kolejnym przykładem nieodpowiedniego doboru zaopatrzenia może być stopa protetyczna. U naszego pacjenta nie znajdzie zastosowania stopa przeznaczona dla osób o podwyższonej aktywności fizycznej [rys.3]. Stopy tego typu tą niezwykle giętkie i sprężyste. Pod wpływem ciężaru ciała dochodzi do ugięcia rdzenia wykonanego z kompozytu z włókien węglowych lub szklanych. Są one w stanie zmagazynować i oddać duże ilości energii, potrzebnej w trakcie aktywności sportowych, takich jak szybki start z miejsca, bieg, skok czy nagła zmiana kierunku ruchu. Stopy te można również używać na co dzień, lecz są one na tyle miękkie, że naszemu pacjentowi zapewne brakowałoby stabilności podporu oraz pewności i precyzji w stawianiu kolejnych kroków. Dodatkowo ich koszt jest znacznie wyższy, niż stóp przeznaczonych dla niższych aktywności, ze względu na użyte do wytworzenia materiały oraz ogromną wytrzymałość. Funkcje tej stopy pozostałyby niewykorzystane, więc taka inwestycja byłaby zupełnie nieopłacalna. Istnieją też stopy protetyczne dedykowane tylko i wyłącznie do aktywności sportowej i używanie ich na co dzień jest niemożliwe. Taką protezę użytkownik zakłada dopiero na obiekcie sportowym i zdejmuje po zakończonym treningu czy zawodach. 

Rys.3. Stopa Freedom Innovations Maverick Xtreme AT wykonana z kompozytu z włókna szklanego. Przeznaczenie dla osób o podwyższonej aktywności fizycznej. Zdjęcie wykonano bez pokrycia kosmetycznego.

Przedstawione przeze mnie okoliczności są stosunkowo skrajne, jednak jaskrawo obrazują potrzebę odpowiedniego doboru elementów składowych protez do poziomu aktywności pacjenta. Brak prawidłowego dopasowania może przynieść negatywne skutki dla zdrowia, bezpieczeństwa oraz portfela użytkownika. Jeśli jesteś osobą po amputacji kończyny dolnej, powinieneś/powinnaś znać swój stopień mobilności oraz ewentualne możliwości jego zmiany. W trakcie konsultacji z protetykiem w zakładzie ortopedycznym zwróć uwagę na to, aby w Twojej protezie znalazły się odpowiednie dla Ciebie elementy.

O autorze:

Maciej Karpiński – absolwent studiów I stopnia kierunku fizjoterapia na Uniwersytecie Medycznym w Lublinie. Protetyką narządu ruchu zainteresował się na studiach II stopnia na Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu. Posiada wieloletnie doświadczenie w dziedzinie doboru oraz wytwarzania zaopatrzenia protetycznego na każdym poziomie amputacji. Uczestnik licznych szkoleń z zakresu protetyki kończyny dolnej i górnej. Obecnie prowadzi działalność badawczo-rozwojową.

Po co mi proteza ręki?

Gdybym stanęła na ulicy i pytała przypadkowo spotkanych osób czym jest proteza, to prawdopodobnie większość z nich swoje pierwsze skojarzenie miałaby ze sztuczną szczęką. Moi znajomi właśnie takie skojarzenia mają w momencie, kiedy dowiadują się, czym zajmuję się zawodowo. Oczywiście nie jest to błąd,  ale sztuczne szczęki to nie jedyne co kryje się pod stwierdzeniem „proteza”. Mimo tego, raczej nikomu nie trzeba wyjaśniać czym jest proteza ręki czy nogi. Warto się zastanowić, czy równie oczywiste jest dla nas po co takie protezy się robi? W przypadku protez nóg odpowiedź przychodzi szybko – „oczywiście, że po to, aby móc chodzić”.  A jak to jest w przypadku protez rąk? Z tym pytaniem niestety zmagają się nawet osoby po amputacji.

W medycynie proteza oznacza sztuczne uzupełnienie brakującej części ciała lub narządu. Protezy kończyn górnych możemy podzielić na kilka rodzajów. Każdy z nich skupia się na przywróceniu jakiejś funkcji, która została utracona w chwili amputacji. Jednak jest kilka ważnych zadań, które są takie same niezależnie od tego jakiej protezy używamy.

Jednym z nich jest zachowanie symetrii ciała. Dzięki zastosowaniu protezy wyrównujemy masę po obu stronach ciała, dzięki czemu zapobiegamy powstawaniu skrzywień kręgosłupa. Oczywiście bardzo rzadko się zdarza, że proteza waży dokładnie tyle samo ile nasza utracona kończyna. Bardzo ważne jest, aby zaopatrzenie protetyczne nie było zbyt ciężkie, ponieważ wtedy zamiast uchronić nas przed problemami z kręgosłupem może wręcz je spowodować. Należy również pamiętać, że masa protezy jest zupełnie inaczej odczuwana, niż masa naszej ręki. Martwy przedmiot „powieszony” na naszym ciele zawsze będzie wydawał się cięższy, niż ważąca tyle samo żywa kończyna. Jeżeli natomiast proteza będzie lżejsza to nie ma czym się przejmować. W połączeniu z aktywnością fizyczną i rehabilitacją na pewno pomoże nam w utrzymaniu prostego kręgosłupa.

Kolejnym ważnym zadaniem protezy ręki jest zapobieganie dolegliwościom bólowym płynącym z przeciążenia strony dominującej. Po amputacji jednej z rąk ta druga musi przejąć wykonywanie wszystkich czynności, które do tej pory były wykonywane przez dwie kończyny. Oczywiście w zależności od rodzaju i wysokości amputacji pozostaje nam jeszcze pomaganie sobie kikutem i to bardzo dobrze się sprawdza. Tak naprawdę jedną ręką można sobie bardzo dobrze radzić i wie to każdy, kto z taką sytuacją zmaga się od dłuższego czasu. Jednak  większość czynności, szczególnie precyzyjnych, jest wykonywana pozostałą ręką. Powoduje to pojawienie się dolegliwości bólowych z powodu przeciążenia, ponieważ kończyna wykonuje dwa razy więcej czynności, niż do tej pory. Mając protezę możemy odciążyć rękę, ponieważ  będziemy jej używać chociażby do najprostszych czynności np. podtrzymywania przedmiotów. 

Trzecim z pozytywnych aspektów używania protezy jest fakt, że pomaga ona w walce z bólami fantomowymi. Nie jest tak, że w momencie założenia protezy one miną od razu. Należy pamiętać, że każda osoba po amputacji jest indywidualnym przypadkiem, ale noszenie protezy znacznie przyspiesza proces radzenia sobie z bólami fantomowymi.

Teraz skupmy się na tym jakie zadania spełniają poszczególne rodzaje protez kończyn górnych.

Protezy kosmetyczne

Protezy kosmetyczne to jeden z najtańszych typów protez (cena zależy od dokładnego rodzaju zaopatrzenia). Są one stosunkowo lekkie i mają ograniczoną możliwość poruszania palcami i innymi elementami składowymi protezy. Za pomocą takiego zaopatrzenia możemy biernie chwytać lekkie przedmioty, pomagać sobie w przytrzymywaniu przedmiotów itp.

Największa zaletą protez kosmetycznych są walory estetyczne, dlatego największy nacisk podczas produkcji kładzie się na ich wygląd. Jeżeli cała proteza jest wykonywana w pełni indywidualnie przy zastosowaniu technologii silikonowej, to bardzo często ciężko jest ją odróżnić od zdrowej kończyny. Wszystkie detale takie jak kształt ręki, odcienie skóry, żyły, pieprzyki, znamiona, a nawet włosy są precyzyjnie odzwierciedlane. W takiej protezie możemy nawet malować paznokcie. Ważne jest tylko, aby nie używać zmywacza do paznokci zawierającego aceton. 

Kosmetyczna proteza przedramienia

Takie rozwiązanie protetyczne świetnie sprawdza się w przypadku osób, które nie chcą wyróżniać się swoją niepełnosprawnością i chcą uniknąć ciekawskich spojrzeń na ulicy. Dlatego nie można zapominać o ważnym aspekcie psychologicznym w funkcjonalności protezy. Proteza kosmetyczna wiernie odzwierciedlająca wygląd drugiej ręki może pomóc osobie po amputacji odzyskać komfort psychiczny oraz pewność siebie.

Protezy designerskie

Do protez kosmetycznych możemy zaliczyć również protezy designerskie. W tym przypadku celem protezy nie jest odzwierciedlenie wyglądu drugiej ręki, a wręcz przeciwnie zrobienie protezy, która wygląda jak ręka bohatera filmu Marvela. Takie rozwiązanie jest idealne dla osób, które nie chcą ukrywać swojej niepełnosprawności i wychodzą z założenia, że jeżeli ludzie i tak im się przyglądają to niech robią to dlatego, że mają ciekawą protezę. Proteza designerska pomaga w przekuciu swojej niepełnosprawności w atut i staje się częścią garderoby, tak jak buty czy krawat.

Protezy mechaniczne

Protezy mechaniczne są to protezy, które zapewniają podstawową funkcję chwytu. Końcówka robocza, którą może być ręka mechaniczna lub np. hak, poruszana jest za pomocą cięgien i specjalnego systemu zawieszenia. W tym przypadku do sterowania protezą wykorzystuje się siłę mięśni kikuta oraz obręczy barkowej. Takie rozwiązanie bardzo dobrze sprawdza się w przypadku osób aktywnych, które nie wyobrażają sobie rezygnacji z pracy fizycznej, zajmowania się ogrodem czy majsterkowania.

Protezy mioelektryczne

Protezy mioelektryczne są to protezy sterowane za pomocą impulsów mięśniowych. Mięśnie w momencie skurczu wysyłają impulsy elektryczne, które rejestrowane są przez elektrody umieszczone na skórze. Przykładowo w momencie napięcia zginacza proteza się zamyka, a w momencie napięcia prostownika otwiera się. Dzięki takiemu rozwiązaniu sterowanie protezą nie wymaga od użytkownika dużej siły i jest mniej męczące niż w przypadku protez mechanicznych. Protezy mioelektryczne są świetnym rozwiązaniem dla osób bardzo aktywnych, takich, które pracują biurowo i tych, które po prostu chcą odzyskać swobodę w wykonywaniu obowiązków domowych. Głównym celem tego rodzaju protez jest przywrócenie funkcji chwytnej i dlatego mniejszy nacisk stawia się na realistyczny wygląd i estetykę. Niestety minusem tego rozwiązania jest masa wyższa, niż w przypadku protez kosmetycznych czy mechanicznych.

Protezy bioniczne

Protezy bioniczne są to protezy, które działają dokładnie na takiej samej zasadzie jak protezy mioelektryczne. Różnica jest taka, że cechują się wyższym stopniem zaawansowania technologicznego. Często taką protezą możemy sterować np. za pomocą aplikacji w telefonie. W takich protezach możemy liczyć również na większą liczbę wzorców chwytów. Oznacza to, że mamy specjalny chwyt do klikania myszką, chwyt do łapania małych przedmiotów, chwyt do noszenia ciężkich przedmiotów, jak i wiele innych.

Dynamicznie rozwijająca się branża protetyczna oferuje bardzo dużo różnych rozwiązań. Gwarantuję, że każdy znajdzie coś dla siebie. Przykładem mogą być wykonywane specjalne protezy do jazdy na rowerze, do pływania, do podnoszenia ciężarów na siłowni oraz innych aktywności i sportów. Ważne, aby  znaleźć dobrego protetyka, który porozmawia z Tobą o Twoich zainteresowaniach, potrzebach i oczekiwaniach. Dzięki temu na pewno wspólnie znajdziecie odpowiednie zaopatrzenie protetyczne. 

Źródła zdjęć:
*Bebionic Arm Ottobock
**Michaelangelo Ottobock
***i-Limb Ultra Ossur

O autorze:

Magdalena Światłoń – absolwentka inżynierii biomedycznej Politechniki Krakowskiej. Od dwóch lat pracuje w Firmie Inovamed, jako specjalista do spraw obsługi pacjenta w dziedzinie protetyki kończyny górnej. Od 10 lat oddana pracy z osobami niepełnosprawnymi podczas zajęć hipoterapii. Zaangażowana w projekt nad protezami dziecięcymi wytwarzanymi z wykorzystaniem druku 3D. Zwolenniczka innowacji i nowych technologii.

Bespoke footwear at its best

[kliknij tu by przeczytać w języku polskim]

Bespoke shoemaking is a demanding profession, requires incredible precision and good aesthetics. It’s also extremely hard work. Unfortunately, the number of specialists in this field, unlike for demand, is decreasing; not only in Poland, but worldwide. Bespoke shoes users may be disappointed and frustrated, as it is not easy to find an experienced technician. Believe me though, neither it is to become one. It requires a lot knowledge to design a pair of shoes, which are comfortable, well fitted and with adequate correction applied, not to mention their aesthetic qualities.

And here comes someone who brings hope in a broadly defined bespoke shoemaking industry. Meet George Lawrence from Buchanan Orthotics in Glasgow, an expert in prosthetics, orthotics and bespoke shoemaking. George has had, probably completely unconsciously, a tremendous influence on the name of this blog! We had met at the BAPO conference in 2019 and although I remember our conversation quite well, there was something else what really stuck in my mind. George was very polite, but also constantly correcting me when I was saying orthopedic shoes instead of bespoke (pol. robione na miarę). What an attitude, full of respect and passion.

Since then I really wanted to share George’s work as an inspiration here in Poland. The aim of this article is not to point out anyone’s skills though, but to show a general problem here and elsewhere. In order to be able to make a comparison, here is a random google search of corrective shoes for adults:

Patient no. 1:

Gentleman in his mid forties with all toes amputated except from big toe with a silicone prosthesis and bespoke footwear. The shoe had a slight rocker sole as the Silicone Prosthesis has a Carbon plate from the heel to the met heads which stiffened it slightly and the rocker helped the patient whilst walking. 

The second picture shows patient’s bespoke footwear, classy and extremely smart model, Oxford Brogue.

Patient no. 2

Lady in her mid sixties with leg length discrepancy on the right and bilateral moulded insoles. The raise was 40mm at heel, 25mm MTB and 10mm at toe.

If you have ever seen limb length discrepancy footwear, then you are surely in love with this pair, just like myself. For those who haven’t: usually a raise is attached to the bottom of the sole, which looks like a massive platform wedge. Heel raise is sometimes divided and a part of it is hidden inside of the shoe in order to minimise the visible sole height. Unfortunately, materials used are often very heavy, which causes patients to lift one of the legs with additional weight while walking. There are a few solutions to this problem and luckily, they are used more and more often now.

This pair of boots though? This is an absolute masterpiece and definitely a dream for people with leg length discrepancy.

Patient no. 3

Lady in her seventies with drop foot on right. Supplied with carbon fibre AFO with dorsiflex hinge on lateral side and bespoke boots. 

Finding a pair of boots which you can slide an AFO easily into with additional space for the ankle joint may be a challenge. Additionally laces were used for increased adjustability so that shoes can be tightened for stability or loosened in case of swelling over the day.

Patient no. 4

As George said, there’s nothing special about these apart from bilateral moulded insoles. Patient wasn’t happy with colour to begin with so he stripped them back then re-dyed with a patina finish. 

What most patients would probably agree with is that’s quite exceptional to have their shoes re-dyed because of colour preferences. Not with demanding, time consuming orthopedic… or rather bespoke footwear for sure. ;))

Those are a Derby facing but a Gibson style due to the stitching across the toe cap.

Patient no. 5

Not footwear, but a different example of leather goods. A patient in his late twenties who lost his leg in a cycling accident. He asked George for something a bit different. Here’s a leather prosthetic cover, inspired by Quentin Tarantino’s film, Reservoir Dogs: 

This example shows that genuine leather is not only a perfect material for classy, smart-looking products, but can also be a great alternative for truly cool crafts. Do you like it?

We believe that patients who have come across this article will not only understand bespoke shoemakers a bit more, but will also regain hope that bespoke footwear can be comfortable and stylish at the same time. And for all specialists reading : we are waiting for your star leather beauties and hope that you will treat this article as an inspiration or a little challenge! This is especially addressed to the younger part of this difficult, but such a grateful profession. 

Author of the article: Małgorzata Serafin

About the specialist:

George is a Senior Technician specialising in Prosthetics, Orthotics and Bespoke Shoemaking. Currently he works with Buchanan Orthotics as a Quality Development Specialist. George started his varied career over twenty-five years ago at Stracathro Hospital as a shoemaker-fitter. Following from this he became an Orthotic Technician at Dundee Royal Infirmary NHS Tayside. George also worked at the NCTPO, University of Strathclyde. Subsequent to this he worked at Perth Royal Infirmary, NHS Tayside as a Senior Lead Orthotic Technician.

Obuwie ortopedyczne na miarę… XXI wieku

[click for English version here]

Buty ortopedyczne to temat rzeka, ale przede wszystkim nie lada wyzwanie dla osoby, która je wykonuje. Nic więc dziwnego, że specjalistów w zawodzie Szewc Ortopeda w Polsce można policzyć na palcach jednej, w porywie do dwóch rąk, a zainteresowanie zawodem ciągle spada. I tutaj do użytkowników takich butów: wiem, że to frustrujące, by znaleźć dobrego specjalistę. Uwierzcie jednak na słowo, że to naprawdę sztuka i ciężka praca, by prawidłowo wykonać buty na indywidualne zamówienie, które nie tylko będą wygodne, dobrze dopasowane i korygujące deformację stóp, ale najlepiej jeszcze wyglądające jak z magazynu Vogue. Ukłon dla specjalistów w tej dziedzinie!

I tutaj przechodzimy do kogoś, kto przywraca nadzieję w szeroko pojętą branżę obuwia specjalistycznego. Za przedstawionymi poniżej historiami pacjentów stoi George Lawrence z Buchanan Orthotics w Wielkiej Brytanii, ekspert w dziedzinie protetyki, ortotyki i obuwia ortopedycznego. Z ciekawostek George miał, zupełnie chyba nieświadomie, wielki wpływ na nazwę tego bloga, gdyż to on konsekwentnie poprawiał mnie, gdy o butach mówiłam “ortopedyczne”, a nie “robione na miarę” (ang. bespoke). To prawdziwy pasjonat w tej dziedzinie. 

Celem artykułu nie jest wskazywanie niczyich wyrobów palcem, gdyż chodzi o ogół problemu w Polsce i na świecie, a nie jakiegokolwiek konkretnego specjalistę. Uważamy, że i tak robicie świetną robotę biorąc pod uwagę jednak nieco inne realia, szczególnie finansowe, w naszym kraju. Ale by właściwie rozpocząć temat trzeba mieć świadomość i porównanie: Proszę kliknąć w link, pokazujący wyniki wyszukiwania “buty ortopedyczne dla dorosłych na zamówienie” w google. Buty marzeń?

Pacjent nr 1:

Mężczyzna po czterdziestce, z amputacją czterech palców w prawej stopie, oprócz palucha. Zaopatrzony jest w silikonowe uzupełnienie protetyczne oraz obuwie na indywidualne zamówienie.

W obuwiu George użył podeszwy typu rocker (nieco delikatniejszą wersję), gdyż silikonowe uzupełnienie protezowe ma wbudowaną płytkę z włókna węglowego. Płytka ta usztywnia stopę od pięty do stawów śródstopno-paliczkowych, a podeszwa tego typu z uniesionym czubkiem buta ułatwia przetoczenie stopy i wybicie się. Jest to szczególnie ważne w przypadku tego pacjenta i skutkuje to płynniejszym, wymagającym mniej energii chodem. Na drugim zdjęciu wykonane obuwie, ponadczasowy i niezwykle elegancki model Oxford Brogue.

Pacjent nr 2

Kobieta po 60-tce z różnicą długości kończyn dolnych (prawa noga krótsza) oraz indywidualnymi wkładkami korekcyjnymi do butów.

Jeśli ktoś z Was widział kiedyś buty do wyrównania długości kończyn, to będzie tak samo zachwycony tą parą jak ja. Dla tych, którzy nie widzieli: zazwyczaj do podeszwy buta dorabiane jest podwyższenie, wyglądające tak wielka koturna. Czasami część tego wyrównania “chowa się” w bucie, a resztę dorabia się na zewnątrz. Niestety, w dalszym ciągu niejednokrotnie stosowane materiały są ciężkie, w wyniku czego użytkownik dźwiga wielką koturnę po jednej stronie. Lista tego skutków jest bardzo długa. Na szczęście coraz częściej styrogum jest używany naprzemiennie z innym, lżejszym materiałem lub jest np. pusty w środku (jest kilka sposobów rozwiązań).

Tak estetyczne rozwiązanie to marzenie dla osób noszących obuwie z wyrównaniem skrótu kończyny dolnej. Dla ciekawskich: jest to wyrównanie 4cm pod piętą, przechodzące kolejno w 25mm, aż do 10mm pod palcami. Klasa!

Pacjent nr 3

Kobieta po 70-tce z problemem opadającej stopy. Zaopatrzona w ortezę AFO z włókna węglowego oraz obuwie na zamówienie. Warto wspomnieć, że włókno węglowe w ortezie podczas chodu oddaje magazynowaną przy przetoczeniu stopy energię i wspomaga wybicie z palców.

Pacjentka nie mogła znaleźć odpowiedniej pary obuwia z dwóch przyczyn: ciężko było jej wsunąć ortezę w wyżej zabudowane buty oraz potrzebowała dodatkowe miejsce na przegub skokowy ortezy na wysokości stawu skokowego (po lewej patrząc na zdjęcie). Dodatkowo, zastosowane tu sznurowanie pozwala na bardzo płynną regulację obwodu, co pozwala np. rozluźnić buty pod koniec dnia, gdy stopy opuchną lub zacisnąć sznurowanie na nieco niepewnym, nierównym terenie.

Pacjent nr 4

Jak to stwierdził George “nie ma nic szczególnego w tej parze”, oprócz indywidualnie dobranych wkładek ortopedycznych. Pacjent nie był zadowolony z koloru butów, więc zdjęcia pokazują ich przemianę. :))

Wielu pacjentów na pewno zgodziłoby się, że zmiana koloru w trakcie produkcji nie jest czymś tak zwyczajnym. Nie w czasochłonnym, skomplikowanym obuwiu ortopedycznym… tfu, robionym na miarę. 😉 Zastosowano mieszany styl Derby oraz Gibson (przeszycie w przedniej części buta).

Pacjent nr 5

A tutaj dla odmiany nie obuwie, ale inny przykład wykorzystania skóry. Dwudziestokilkuletni pacjent, który stracił swoją nogę w wypadku drogowym, poprosił George’a o coś “nieco innego”. Oto skórzane pokrycie leja protezowego, inspirowane filmem Quentina Tarantino “Wściekłe psy”:

Skórzane wyroby zawsze były ponadczasowe i bardzo eleganckie, ale tym przykładem pokazujemy, że mają ogromne możliwości. Podoba się Wam?

Ufamy, że pacjenci, którzy trafili na ten artykuł trochę podniosą się na duchu i uwierzą, że istnieją rozwiązania, które są nie tylko wygodne, ale również z wyczuciem stylu i klasą. A do specjalistów, którzy tu trafili: czekamy na Wasze popisowe numery i mamy nadzieję, że potraktujecie ten krótki tekst jako wyzwanie lub inspirację! Szczególnie młoda część tej jakże trudnej, ale i wdzięcznej branży.

Autor artykułu: Małgorzata Serafin
O specjaliście:

George Lawrence od lat specjalizuje się w protetyce, ortotyce oraz obuwiu wykonywanym na zamówienie. Pracuje w klinice Buchanan Orthotics w stolicy Szkocji, Glasgow jako Specjalista ds. rozwoju jakości. Rozpoczął swoją ortotyczno-protetyczną karierę ponad 25 lat temu w szpitalu Stracathro pobierając miary i wytwarzając obuwie ortopedyczne. Kolejno pracował w Dundee Royal Infirmary NHS Tayside jako technik ortopeda. George rozwijał swoją karierę również na uniwersytecie Strathclyde, Perth Royal Infirmary oraz NHS Tayside jako starszy manager zespołu ortotyków.

Silikon kosmetyczny w protetyce

Słyszałam kiedyś historię takiego chłopca, który w dzieciństwie bał się sąsiada z protezą kończyny górnej, mówiąc na niego “sucha łapka”. I pewnie taką przypominała: protezy kosmetyczne nie były dopasowywane dokładnie do odcienia skóry, były jednolite, bez szczegółów i zupełnie niepodobne do prawdziwych rąk. Podsumowując, dzieci miały się czego bać. Jak zmieniły się protezy kosmetyczne od tego czasu? Czy pacjenci mogą teraz mieć indywidualne projekty, odwzorowujące ich ciało? I gdzie jeszcze personalizowane wyroby silikonowe znajdują zastosowanie?

Na te i inne pytania odpowie nam Katarzyna Piechnik, ekspert w dziedzinie protetyki kończyny górnej. Jest jednym z niewielu, jeśli nie jedynym specjalistą w Polsce, który może pochwalić się zaopatrzeniem swoich pacjentów w tak zaawansowane systemy protetyczne jak Michelangelo, Bebionic czy i-limb. Kasia zdobywała swoje doświadczenie w Krakowie, a po kilku latach pracy w Polsce postanowiła spróbować swych sił w Wielkiej Brytanii, gdzie zdobyła niesamowicie rzadkie umiejętności: wytwarzania wysoce realistycznych i zindywidualizowanych pokryć silikonowych do protez oraz silikonowych uzupełnień kosmetycznych. I trzeba podkreślić niesamowicie rzadkie, gdyż poziom reprezentowany w The Silicone Centre to ściśle światowa czołówka.

Kasiu, jak to się stało, dlaczego zdecydowałaś, że chciałabyś się zająć produkcją pokryć silikonowych?

W zasadzie od pierwszego momentu, to znaczy kiedy pierwszy raz zobaczyłam realistyczne uzupełnienia silikonowe w Niemczech po prostu się zakochałam. To był początek mojej pracy z protezami. Na tamten moment nie miałam jeszcze pojęcia, że możliwe jest tak realistyczne odwzorowywanie utraconych części ciała. Jedynym znanym mi wtedy produktem były rękawice z PVC, o których trudno powiedzieć więcej niż, że są koloru ‘cielistego’. Niestety wiem jak wielu moich pacjentów posiada jeszcze takie i jest przekonanych, że to jedyne możliwe rozwiązanie. Wtedy zrozumiałam w jak niesamowity sposób takie realistyczne uzupełnienia mogą być pomocne dla osób po amputacji.

Podejrzewam, że w Wielkiej Brytanii jakość tego typu nie jest niczym zadziwiającym, a czy w Polsce można zamówić tak wysoce indywidualne protezy kosmetyczne?

Przyznam ci się szczerze że nawet w Wielkiej Brytanii pacjenci i obserwatorzy naszej pracy są pod niemałym wrażeniem tych produktów. Okazuje się bowiem, że ze względu na fakt, że są to wyroby wykonywane w 100% ręcznie (i najczęściej praca nad jednym uzupełnieniem trwa co najmniej kilka dni) to jakość znacząco się waha w zależności od producenta. Niemniej te produkty są już tu znane na rynku od wielu lat, to fakt. W Polsce ten temat jeszcze raczkuje, chociaż wiem, że na ten moment istnieje już co najmniej kilka firm oferujących takie zaopatrzenie protetyczne i ten poziom wykończenia w Polsce. Warto zapytać o to swojego protetyka.

Proteza silikonowa palca na indywidualne zamówienie [The Silicone Centre]

A jak wygląda to na polskim rynku? Czy pacjenci decydują się na nowocześniejsze materiały i rozwiązania, czy może w dalszym ciągu chętniej sięgają po rękawice kosmetyczne z PVC?

Duża część pacjentów w Polsce jest przyzwyczajona do używania zamawianych z katalogu rękawic PVC, zwłaszcza że jeszcze do niedawna istniały takowe polskiej produkcji w niskiej cenie. Niestety też w bardzo niskiej jakości. Problem z rękawicami z PVC jest taki, że dosłownie każdy możliwy barwnik, który wejdzie w kontakt z takim pokryciem trwale je barwi i niszczy – nowe jeansy farbują takie pokrycie na niebiesko, tusz z gazet, przypadkowe pomazanie długopisem. Dosłownie wszystko. Dodatkowo marnej jakości pokrycie PVC potrafi bardzo szybko niszczeć i odbarwiać się od zwykłej ekspozycji na słońce. Takie pokrycia powinny być wymieniane zwykle co około 3-6 miesięcy. Niestety polski system refundacji nie jest wystarczająco elastyczny, aby tym potrzebom sprostać. Z tego powodu zawsze bardzo łatwo było mi przedstawić moim pacjentom silikon jako alternatywę dla PVC. Jest on nieco droższym rozwiązaniem, ale znacznie bardziej długotrwałym. Z większości takich pokryć można usunąć plamy, zwłaszcza jeśli nie pozostawiło się ich na długi czas na materiale. To są dwa bardzo różne produkty, więc wybór należy do pacjentów, jednak długofalowo przy tej samej dbałości o czystość pokrycia silikon zawsze wygrywa.

Wiemy, że w Polsce często czynnikiem decydującym jest cena. Co możemy powiedzieć w tym przypadku, czy różnica cenowa jest duża? A może inaczej, czy inwestycja się opłaca, bo np. taki silikon dłużej nam posłuży?

Jeśli chodzi o produkty katalogowe, czyli takie które nie są wykonywane ręcznie i dostępne są jedynie w kilku kolorach to cena pokryć silikonowych jest zwykle wyższa kilkukrotnie w stosunku do PVC. To zależy od wielu czynników (w tym np. od wysokości amputacji). Myślę że to kwestia indywidualnej analizy dla każdego pacjenta, ale na pewno warta poświęcenia kilku minut. Produkty silikonowe przy odpowiedniej dbałości mogą służyć nawet latami (np. ok 2-3 lata w zależności od tego w jaki sposób jest użytkowane). PVC zwykle nadaje się do wymiany wcześniej niż po pół roku. No i oczywiście wiąże się z wizytą w zakładzie protetycznym, ponieważ bardzo trudno samemu takiej wymiany dokonać.

W przypadku indywidualnie wykonywanych realistycznych pokryć i uzupełnień silikonowych, z którymi właśnie teraz pracuję cena jest wyższa od produktów katalogowych, ponieważ wymaga średnio ok. 1,5-2 tygodni indywidualnej pracy technika przy tworzeniu. Z radością za to mogę powiedzieć że wytwarzamy je w prawdopodobnie najlepszej cenie w Europie, o czym świadczą nasi pacjenci odwiedzający nas osobiście nawet z Indii.

The Silicone Centre

Czyli w Europie i nawet Azji! A niełatwo mieć w dziejszym świecie coś w lepszej cenie niż Azja. 😉 Opowiedz jeszcze proszę o możliwości całkowitego spersonalizowania takiego silikonowego wyrobu, czego można się spodziewać? Czy można odtworzyć np. jakieś znamię lub pokusić się o tatuaż?

W zasadzie trudno mi pomyśleć o jakichkolwiek ograniczeniach. Włosy, pieprzyki, znamiona, piegi, tatuaże, paznokcie silikonowe lub akrylowe, które można malować… Trudno mi znaleźć detal niemożliwy do odtworzenia. Pracujemy z użyciem ogromnej ilości kolorów, zdjęć oraz bardzo dokładnych w detalach wycisków, które uwidaczniają nam w trójwymiarze nawet takie szczegóły jak linie papilarne. 

Niesamowite! Możemy spodziewać się, że najczęstszym uzupełnieniem silikonowym będzie właśnie pokrycie kosmetyczne kończyny górnej. Co z kończyną dolną? I czy na takie rozwiązania decydują się tylko osoby z amputacją, czy macie również inne zamówienia?

Faktycznie bardzo dużą część naszej pracy stanowi uzupełnianie ubytków, lub wykonywanie pokryć dla protez kończyny górnej. Ale na tym nasza praca się tylko zaczyna. Wykonujemy oczywiście również pokrycia protez kończyn dolnych – do wysokości podudzia oraz uda, ale trudno pominąć bardzo często występującą amputację w obrębie stopy. Takie protezy wykonujemy w całości z silikonu z możliwością umieszczenia w sposób niewidoczny płytki z włókna węglowego ułatwiającej przetaczanie stopy i naturalny chód dla pacjenta. 

Częstym przypadkiem, z którym się spotykamy są pokrycia dla dużych ubytków mięśniowych, najczęściej spowodowanych poważnymi wypadkami komunikacyjnymi. Najczęściej takie ubytki dotyczą kończyny dolnej – w takim przypadku wytwarzamy silikonowy ‘rękaw’ wypełniający ubytki, którego zewnętrzny kształt dokładnie odwzorowuje zdrową kończynę zapewniając symetrię i estetykę.. Sposób zakładania takiego pokrycia bardzo przypomina ubieranie butów z wysoką cholewką, ponieważ często dodajemy do nich zamek błyskawiczny lub inny sposób otwarcia ułatwiający zakładanie i zdejmowanie pokrycia. 

Trudno też byłoby mi pominąć fakt, że od niedawna oferujemy również indywidualnie wykonywane sutki dedykowane dla kobiet po mastektomii i rekonstrukcji piersi. Potrzeba ta podyktowana została faktem, że nie zawsze chirurgiczna rekonstrukcja sutków spełnia wymogi estetyczne, które są od niej oczekiwane. 

Mogę sobie tylko wyobrazić, że taka zmiana ma bezpośredni wpływ nie tylko na samopoczucie, ale nawet zdrowie psychiczne pacjenta. Czy wspominasz jakiegoś pacjenta, którego reakcja wyjątkowo zapadła Ci w pamięć?

Najbardziej chyba zapadła mi w pamięć pacjentka, która otrzymała od nas protezę palca. W tym zawodzie uważane jest to za mały ubytek, ale wiem, że dla niej znaczyło to absolutnie wszystko. Po odbiorze protezy palca jeszcze długi czas dostawaliśmy maile wypełnione zdjęciami, na których wykonywała zwykłe codzienne czynności, ale tym razem z pewnością siebie i uśmiechem na twarzy, i kompletem palców u ręki.

Trudno nawet ująć w słowach reakcje pacjentów. Myślę, że komfort psychiczny, który oferują produkty przez nas wytwarzane jest trudny do opisania. Dostajemy wiele zdjęć zwrotnych od pacjentów, których samopoczucie i pewność siebie wróciły do normy po traumie amputacji i jest to dla nas niesamowita nagroda. Wiedząc, że mieliśmy swój udział w zmianie czyjegoś życia na lepsze jest dla nas naprawdę wyjątkową gratyfikacją.

 

To musi być bardzo satysfakcjonująca część pracy! Dziękujemy pięknie za rozmowę. 

Pytania oraz komentarze można kierować bezpośrednio pod artykułem oraz pod adresem mailowym w zakładce “kontakt”.

O autorze:

Katarzyna Piechnik jest Inżynierem Biomedycznym i Technikiem Ortopedą z artystycznym zacięciem. Specjalizuje się w protetyce kończyny górnej z uwzględnieniem rozwiązań mioelektrycznych i bionicznych. Jej hobbystyczne zainteresowanie materiałami stosowanymi w ortotyce i protetyce skłania ją do szukania i nauki stosowania nowych technik i rozwiązań.

Kulisy amp futbolu w Polsce: jak amputowani stają się pełnosprawni

Mogłoby się wydawać, że utrata nogi lub ręki u młodego człowieka pełnego energii i pasji do sportu to koniec świata. I pewnie szczególnie nie pomylę się, jeśli stwierdzę, że dla niektórych tak. Obecny świat daje jednak liczne alternatywy i pozwala wrócić do normalności i optymizmu. Doskonałym przykładem jest coraz mocniej zyskujący na popularności amp futbol, czyli piłka nożna dla osób po amputacjach. 

Dyscyplinę tą może uprawiać każdy, niezależnie od wieku, kto jest po jednostronnej amputacji kończyny lub z jednostronną jej wadą. Używając terminologii podwórkowej nie działa zasada ‘gruby na bramkę’, a ‘bez ręki na bramkę’. Zawodnicy grający w polu poruszają się po boisku przy pomocy kul i jednej nogi. Zasady gry nie różnią się znacząco od standardowej odmiany piłki nożnej. Bramkarz nie może opuszczać pola karnego, a dotknięcie piłki kulą traktowane jest jako… ręka, z uwagi na jej przedłużenie. Aby wygrać mecz, trzeba strzelić o jedną bramkę więcej, czyli wszystko po staremu. 

Laik mógłby powiedzieć, że sport osób niepełnosprawnych to nuda. Nic bardziej mylnego. Amp futbol w Polsce rozwija się w tempie ekspresowym. Reprezentacja Polski jest jedną z czołowych drużyn na świecie. Jeżdżąc na takie imprezy jak Mistrzostwa Europy czy Mundial zawsze liczy się w walce o najwyższe cele. Poziom sportowy zwiększa się zauważalnie z każdym meczem, a szeroko rozbudowany sztab szkoleniowy dba o najmniejsze detale, co rusz zaskakując nowymi wariantami taktycznymi. Szybkość i dynamika gry mogłaby zdziwić niejednego eksperta piłkarskiego, a jestem skłonny zaryzykować stwierdzenie, że również zawstydzić któregoś z profesjonalnych zawodników na boisku. Aby nie być gołosłownym, chętnie odeślę do popularnego w futbolowym środowisku programu Bartka Ignacika pt. ‘Turbokozak’, w którym jeden z najlepszych polskich piłkarzy – Bartek Łastowski prezentuje swoje umiejętności w ciekawej formie. Należy pamiętać, że to tylko zalążek możliwości, jakie posiada ‘polski Messi’. Zawodnik Kuloodpornych Bielsko-Biała potrafi zrobić naprawdę sporą różnicę i to w dużej mierze dzięki niemu atrakcyjność amp futbolu w Polsce znacznie wzrosła. 

O sile reprezentacji decydują zawodnicy, którzy na co dzień występują w Amp Futbol Ekstraklasie. Ta, z roku na rok zyskuje i mimo niewielkiej liczby uczestniczących drużyn obserwowana jest przez coraz szerszą publiczność. Dzisiaj w naszej rodzimej lidze występuje pięć zespołów: Kuloodporni Bielsko Biała, Husaria Kraków, Legia Warszawa, Warta Poznań i Widzew Łódź. Rozgrywki przyjmują model turniejowy, co oznacza, że każdy z klubów organizuje jeden turniej na własnym terenie. Mimo, iż zawodnicy nie grają zawodowo, liga ma mocno profesjonalny charakter. Wszystkie mecze transmitowane są online, wyspecjalizowani sędziowie dbają, aby spotkania przebiegały w atmosferze fair play, a na trybunach można dostrzec coraz większą liczbę dopingujących kibiców. Potencjał dalej rośnie, gdyż w tym sezonie doczekamy się wielkiego klasyku, meczu Widzew Łódź – Legia Warszawa. Historia polskiej piłki niejednokrotnie pokazywała, że pojedynki te cieszyły się ogromną popularnością, a zawodnicy najczęściej fundowali przy tej okazji emocje sięgające zenitu. Dla każdego fana futbolu to taka ‘truskawka na torcie’. Cały ampfutbolowy świat liczy, że nie inaczej będzie teraz i o sporcie tym dowie się szersze grono osób. 

Dlaczego Ekstraklasa liczy tylko pięć zespołów? Przyczyn jest kilka. Zbudowanie dobrze funkcjonującej drużyny to nie lada wyczyn. I mowa tu nie tylko o projektach podpartych mocnymi fundamentami finansowymi, za którymi stoją poważne firmy. Mimo coraz wyższych umiejętności polscy piłkarze uprawiają amp futbol amatorsko. W świetle szeregu pochwał na temat aktualnego poziomu sportowego może to brzmieć paradoksalnie, tymczasem zawodnicy na grze nie zarabiają. Życie musi jednak toczyć się dalej, co zmusza ich do równoległego podejmowania pracy. Pogodzenie jej z regularnymi treningami bywa trudne, a przynajmniej zmusza do systematyczności i nierzadko dużych wyrzeczeń. Odmienna sytuacja panuje w Turcji. W kraju nad Morzem Czarnym rozgrywki doczekały się aż 28 zespołów i trzech lig. W najwyższej klasie rozgrywkowej solidny ligowiec może nawet liczyć na honorarium i być może tu należy dopatrywać się wysokiej motywacji do gry, a co za tym idzie wielu chętnych. 

Trening drużyny Widzew Łódź Amp Futbol

Kontuzje, kartki i wykluczenia powodują, że kadra zespołu powinna mieć minimum 15 osób. Nietrudno policzyć, że przy takiej ilości zespołów, zawodników w Polsce jest niespełna setka. Żyjemy w niemal czterdziestomilionowym kraju, można więc śmiało wnioskować, że potencjalnych piłkarzy jest więcej. Jedni chcieliby zagrać, ale pozostała noga jest zbyt słaba. Drudzy są wystarczająco mocni fizycznie, by spróbować, jednak nie chcą. Inni zaś nie lubią piłki nożnej np. dlatego, że jest sztucznie pompowana finansami. Ostatnia grupa najzwyczajniej wybiera inne dyscypliny tj.: bieganie, koszykówka na wózkach czy siatkówka na siedząco. 

Spory wpływ na organizację istniejącego zespołu mają aspekty psychologiczne. Mimo, iż całe otoczenie powtarza jak mantrę, że traktuje swoich zawodników jak pełnosprawnych, u części z nich fakt niepełnosprawności jest relatywnie głęboko zakorzeniony. Owszem, należy wyrazić temu pełne zrozumienie. Wielu chłopaków ma za sobą gigantyczną traumę, a wypadek czy choroba pokrzyżowały plany o normalnym życiu. Przeprowadzenie dobrego treningu wiąże się z obecnością całego zespołu. Trener ma wtedy możliwość realizować zajęcia rozwijając wszystkie elementy gry od motoryki, przez technikę, aż po zagadnienia taktyczne. Oczywiście, proza życia czasami wyklucza kogoś z jednostki treningowej przez sytuację losową, lecz dość często zdarza się, że absencja spowodowana jest błahym powodem. Trudno w takim momencie mieć pretensje. 

Organizacja treningu zespołu ampfutbolowego to nie lada wyzwanie. Zawodnicy często muszą pokonywać sporo kilometrów, dlatego kluby starają się wspierać ich w tej kwestii finansowo. Niektóre z nich wychodzą z założenia, że zaplanowanie małego obozu treningowego jest najlepszym rozwiązaniem. Spotkania odbywają się wtedy co 3-4 tygodnie, a zajęcia z bardzo dużą intensywnością trwają cały weekend. Obecność fizjoterapeuty, szczególnie w owym trybie, jest raczej w takiej drużynie czymś naturalnym. W tym miejscu zbiegają się dwie sprawy. Oprócz bezpieczeństwa stricte medycznego, jego udział wprowadza wśród piłkarzy psychologiczną nutę spokoju. Pozostając przy nomenklaturze muzycznej, miejmy nadzieję, że wraz z rozwojem dyscypliny w Polsce, sztaby szkoleniowe rozszerzą się o psychologów, jednak to na razie melodia przyszłości. 

Rok 2020 zapowiadał się dla środowiska amp futbolu nadzwyczaj szczególnie. Oprócz ciekawej edycji Amp Futbol Ekstraklasy z uznanymi klubami w roli debiutantów, Polska miała być gospodarzem finałów Ligi Mistrzów oraz Mistrzostw Europy. O ile stan pandemii przynajmniej przełożył tą pierwszą imprezę, o tyle odbycie się tej drugiej we wrześniu stoi pod wielkim znakiem zapytania. Pozostaje jednak brać przykład z potocznie nazywanych ‘monologów’ i nie poddawać się, gdyż jak mówi banał: jak nie my to kto?

O autorze:

Maciej Stoczkiewicz – absolwent fizjoterapii Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu oraz inżynierii biomedycznej Politechniki Łódzkiej. Współtwórca innowacyjnej poradni zaopatrzenia ortopedycznego Proteo, wykorzystującej w swojej pracy metody skanu 3D oraz druku 3D. Pasjonat piłki nożnej lubiący łączyć przyjemne z pożytecznym, czego efektem stało się założenie sekcji amp futbolu w Widzewie Łódź.